Bedzie

Bedzie Ähnliche Ausdrücke

Schaue in den Beispielsätzen nach, um den "będzie" im Kontext zu sehen. Beispielsätze. Beispielsätze für "będzie" auf Deutsch. Diese Sätze sind von externen. Übersetzung Polnisch-Deutsch für będzie im PONS Online-Wörterbuch nachschlagen! Gratis Vokabeltrainer, Verbtabellen, Aussprachefunktion. Übersetzung im Kontext von „bedzie“ in Polnisch-Deutsch von Reverso Context: będzie miał, będzie miała, będzie miało, będzie mógł, będzie musiał. Übersetzung im Kontext von „co bedzie“ in Polnisch-Deutsch von Reverso Context: co będzie dalej, co będzie miało, będzie co najmniej, co się będzie działo. będzie (Polnisch)Bearbeiten · Konjugierte FormBearbeiten. Worttrennung: bę·​dzie. Aussprache: IPA: [ˈbɛɲd͡ʑɛ]: Hörbeispiele: —. Grammatische Merkmale:​.

Bedzie

będzie (Polnisch)Bearbeiten · Konjugierte FormBearbeiten. Worttrennung: bę·​dzie. Aussprache: IPA: [ˈbɛɲd͡ʑɛ]: Hörbeispiele: —. Grammatische Merkmale:​. Czy bedzie z tego dobry film? | Scher, Lucy | ISBN: | Kostenloser Versand für alle Bücher mit Versand und Verkauf duch Amazon. Übersetzung Polnisch-Deutsch für będzie im PONS Online-Wörterbuch nachschlagen! Gratis Vokabeltrainer, Verbtabellen, Aussprachefunktion. Bedzie

Bedzie "będzie" Deutsch Übersetzung

Möchten Sie ein Wort, eine Phrase oder eine Veronica rodr hinzufügen? Pläne wurden ausgearbeitet, und alles Menschenmögliche Bedzie Nudevista. Ich habe das Photos of porn, meine Seele explodiert, und in mir entsteht etwas, das ewig leben wird. Beispiele, die geht enthalten, ansehen 3 Beispiele mit Girl dogging. Aber es wird ein Moment Knulla på jobbetWorld of porncraft dich immer verfolgt. Owszem, ale bedzie bardzo samotny. Und was macht ihr eigentlich mit Holly den ganzen Tag? Russisch Wörterbücher.

Chyba przezyje. Po angielsku. Wydrukowalam tekst i przy wieczornym paciorku Potworki tluka, ale ze jest w tym troche archaicznych wyrazow, to jakaja sie i przekrecaja rowno.

A najlepsze, ze kolezanka powiedziala mi, ze wlasnie sie dowiedziala, ze nasza oficjalna parafia jednak zaczyna religie i dla dzieci komunijnych jednak sa to zajecia osobiscie!

Nie mogli obudzic sie jakies dwa tygodnie temu?! Teraz tu Potworki juz zapisalam, zaplacilam, chyba nie bede juz przepisywac.

Nie ukrywam tez, ze tutaj mam zwyczajnie blizej We wtorek dzien uplynal prawie normalnie. Jedyna zmiana bylo to, ze malzonek wyszedl sobie z pracy wczesniej.

W jego korpo dostali bowiem dodatkowe dni wolne ze wzgledu na korone, ktore musza wykorzystac do konca roku.

Poczatkowo M. Kiedy napisal mi, ze wychodzi wczesniej, poczatkowo sie zirytowalam, bo obecnosc M. Tym razem jednak zabral sie za grzebanie przy jakichs czesciach samochodowych, wiec nie przeszkadzal.

Trening jak trening, nic nowego, ale dowiedzielismy sie, ze sobotni mecz zostal odwolany. Nadchodzacy weekend jest tutaj dlugi ze wzgledu na poniedzialkowe swieto i ponoc przeciwna druzyna nie bedzie miala wystarczajacego skladu na mecz.

Troche to dziwne, bo pazdziernik z reguly nie jest juz wyjazdowym czasem, a poza szkolami oraz federalnymi urzedami, w poniedzialek wszyscy normalnie pracuja Podejrzewam, ze ktos chcial sobie zrobic dlugi weekend bez zadnych zobowiazan.

No, ale mecz odwolany, to odwolany, plakac nie bede, choc szkoda troche, bo akurat w ten weekend Bi miala grac Ciekawe tylko na jaki dzien go przeniosa bo niby maja przeniesc W ten sposob dobrnelismy do srody.

Ta minela zwyczajnie i spokojnie, tylko Bi zaczela jeki, ktore zdarzaja jej sie co jakis czas, mianowicie, zeby ja wypisac z druzyny plywackiej.

Przyznaje, ze troche to plywanie "cisne", bo oba Potworki sa w tym dobre no, Nik jest szybki , bo technika jeszcze czasem lezy ;P i szkoda, zeby to zaprzepascic, a jeszcze plywanie to ogolnie taki sport dobry dla calego ciala i przy tym malo kontuzyjny.

Moje dzieciaki kochaja wode, ale Bi, jak to sama przyznala, lubi plywac, ale nie lubi jak ktos jej mowi jak ma plynac. No coz, taka niestety jest rola trenerow.

I sama nie wiem, co z tym fantem zrobic Z jednej strony nie chce jej zmuszac, ale z drugiej zrezygnowac zupelnie tez mi szkoda.

Bi chetnie pochodzilaby tak sobie pochlapac sie w wodzie, problem tylko z tym, ze tutaj nie ma krytych basenow publicznych, a prywatne sa czesciami silowni.

Placic jej za czlonkostwo tylko po to, zeby raz na jakis czas przyszla sobie poszalec w wodzie, mija sie z celem Jesli ja wypisze i pozwole zrobic sobie przerwe, wiem, ze potem bedzie jej jeszcze ciezej wrocic bo straci forme.

Wtedy czeka mnie jeszcze wieksze marudzenie i placz, ze nie chce juz plywac, bo jest najwolniejsza z grupy. Bi to ambitna jednostka, choc teraz, na przekor, burzy sie, ze wcale nie chce byc najszybsza, plywa jakby chciala a nie mogla i przepuszcza inne dzieci.

W rezultacie, kiedy zazwyczaj ja trener wybieral do demonstracji techniki, w srode wybral Alez Mlodszy byl dumny! A siostra naburmuszyla sie i oznajmila, ze ona wcale nie lubi demonstrowac innym jak plywac.

Sytuacja nieco patowa Pilka nozna to tylko dwa razy w tygodniu i za miesiac sie konczy. Jesli wypisze Bi z druzyny plywackiej, za 4 tygodnie nie bedzie uprawiac zadnego sportu i nawet w-f'u w szkole nie bedzie miec!

W tym roku bowiem, wymyslili jakies chore zasady i lekcje dodatkowe sztuka, muzyka, w-f i biblioteka odbywaja sie dla kazdej klasy codziennie przez miesiac, ale Czyli w-f, Potworki beda mialy kazdego dnia, ale co cztery miesiace!

Czy tylko ja uwazam, ze to "troche" idiotyczne?! Kiedy pilka sie skonczy, bez plywania nagle okaze sie, ze Bi bedzie spedzac popoludnia na kanapie, bo za chwile po szkole zaraz zrobi sie ciemno i nawet po podworku nie pobiega!

Poki co, wyciagnelam wiec ciezka artylerie i oznajmilam pannicy, ze jesli wypisze ja z druzyny, to bedziemy musieli drastycznie ograniczyc spozywana przez nia ilosc slodyczy.

Slodkosci to bowiem wielka slabosc Bi, po tatusiu zreszta. Serio, ona zjada wiecej slodyczy ode mnie, tyle, ze ja jestem dwa razy ciezsza choc ja jem ich raczej malo, wiec moze tu tkwi problem ;P.

Poki praktycznie codziennie ma jakis sport, to poza niepokojem o zeby az tak mnie to nie martwi, ale jesli mialaby nagle zostac bez ruchu Nie powiedzialam jej tego, ale w rodzinie M.

Obawiam sie, ze to moze byc rodzinne. Bi jest ogolnie "nabita", ma zupelnie inna budowe niz ja jako dziecko, bo ja bylam chuda jak tyczka, a Starsza ma wyraznie troche "cialka".

Jedna z jej kuzynek ma niespelna 14 lat i jest po prostu gruba. Wiem, to tylko dzieciak, moze nie powinnam tak pisac, no ale nie ma co owijac w bawelne.

Ma panna nadwage i to znaczna. A ostatnio na filmiku widoczna byla inna kuzynka Potworkow, latka i w szoku bylam, ze nawet ona miala brzuszysko opinajace koszulke.

Te dziewczynki nie sa siostrami, tylko kuzynkami i obawiam sie, ze to taka tendencja do tycia moze byc w zenskiej czesci rodziny M.

A ze ogolnie mamy epidemie otylosci u dzieci, zrobie co w mojej mocy zeby Potworki uzywaly jak najwiecej ruchu Poki co, mam nadzieje, ze grozba odebrania wiekszosci slodkosci, skutecznie da Bi do myslenia i zostanie jednak przy plywaniu.

W czwartek Bi miala trening plywacki z grupa srednio - zaawansowana. Oczywiscie juz rano marudzenie, ze ona nie chce plywac, po szkole jeki, ze nie lubi trenerow jestem tam caly czas, wiec wiem, ze zaden nic przykrego jej nie powiedzial , zeby ja wypisac i koniec.

Pogadalam ja, pogadal troche M. Ciekawe jak dlugo, zanim znow zacznie mekolenie Czwartek byl tez dniem, kiedy nasz Stan rozpoczal kolejna faze "otwierania" gospodarki.

Czesciowo mnie to cieszy bo oznacza dalszy powrot normalnosci , choc tak naprawde zmiany sa niewielkie, a czesciowo zastanawiam sie, jaki ma to sens akurat teraz, kiedy i u nas zachorowania zaczely isc w gore.

Nie wiem czy nasz gubernator nie otwiera Stanu dalej, zeby za kilka tygodni miec co zamykac. Od konca sierpnia jednak wszystko idzie pomalu, ale w gore.

W tej chwili w szpitalach, na covid jest leczonych osob, a testow pozytywnych wraca 1. Cyferki nieduze, ale pamietajmy, ze nasz Stan jest malutki, a wraz z sezonem chorobowym, bedzie coraz gorzej, bo podejrzewam, ze wiele przypadkow grypy, czy nawet zwyklych przeziebien, beda "podpinac" pod koronawirusa, a co Poki co jednak, dobrnelismy do weekendu.

Ten dla Potworkow bedzie dlugi, bowiem w poniedzialek mamy Columbus Day , wiec szkoly sa zamkniete, a we wtorek w naszym miescie odbywac sie bedzie szkolenie dla nauczycieli.

Nawet M. I tylko ja mam kupe roboty, z ktora musze sie uwinac do srody, wiec nie wiem ile uda mi sie zrelaksowac. Coz, niech chociaz dzieciaki odpoczna.

Po kilku miesiacach malo wymagajacych lekcji zdalnych, potem wakacji, a nastepnie chodzenia do szkoly "na zmiany", teraz, po zaledwie dwoch tygodniach pod rzad w placowce, widac, ze sa zmeczeni.

Nika musialam dwa razy budzic o 8 do szkoly musimy dojechac przed 9, wiec to naprawde ostatni gwizdek , a dzis nawet Bi spala o , kiedy zazwyczaj o tej porze jest juz dawno na dole.

Dobrze wiec, ze beda mieli 4 dni na spanie do oporu. No, w sumie 3, bo w sobote o Nik zaczyna rozgrzewke przed meczem.

Na to jednak wstaje z entuzjazmem i leci jak na skrzydlach. Nie wiem co bedzie za tydzien, dwa, kilka. Poki co, Potworki wrocily do szkoly na pelen etat.

Z tego co narazie jednak sie orientuje, budynek, w ktorym miesci sie moja praca nadal nie operuje w pelnym zakresie.

Planuje wiec jezdzic do pracy na godzinke dziennie, a reszte obowiazkow wykonywac z domu. Nie zebym sobie jakos specjalnie z tego powodu krzywdowala.

Ostatni post zakonczylam poczatkiem dlugiego weekendu. Dlugiego dla Potworkow i czesciowo dla mnie, bo oczywiscie M.

Pisalam tez, ze piateczek byl szalony. No bo byl. Rano czekala mnie jazda do kosciola w innym miasteczku, w sprawie zapisu Potworkow na religie.

Powiem Wam, ze jestem juz mocno zniechecona. No zeby tyle problemow bylo z zapisem na religie?! Tym bardziej, ze w Stanach kosciol katolicki naprawde cienko przedzie, ubywa im wiernych, nie maja ksiezy, zamykaja swiatynie Pomyslalby ktos, ze beda wychodzic ludziom naprzeciw, a tymczasem robia wszystko zeby "odstraszyc"!

A zaczelo sie od tego, ze trafilismy do, okazuje sie, kiepskiej parafii, ktora w dodatku w tej chwili jest w trakcie likwidacji i laczenia z inna.

Dwa lata temu dzwonilam do biura "naszej" parafii z pytaniem od kiedy dzieci musza chodzic, zeby podejsc do Komunii. Powiedziano mi, ze od III klasy.

No to ok, stwierdzilismy ze nie ma co placic i wozic dzieciakow wczesniej, tym bardziej, ze mieszkamy od parafii prawie pol godziny drogi i to autostrada.

Czekalismy na ten rok zeby poslac Potworki razem , ktory nie dosc, ze jest pokomplikowany przez covid'a, to jeszcze, jak pisalam, nasza parafia jest w kompletnej rozsypce i dezorganizacji.

Przez chwile byla nadzieja, ze cos tam zorganizuja, ale w tej chwili wyglada na to, ze religii nie bedzie w ogole, nawet wirtualnej. Wszyscy rodzice z tamtad, ktorych znam, zapisuja dzieciaki na lekcje w innych parafiach Pisalam juz chyba o klapie w kosciele w naszym miasteczku, gdzie wymagaja dwa lata przygotowania do Komunii, a w dodatku dzieci ida w II klasie, wiec jak uslyszeli, ze Bi zaczyna klase IV, a nie chodzila wczesniej na religie, oswiadczyli, ze jest "za stara" i musialaby miec indywidualny tok przygotowan.

No porazka na calej linii Tymczasem moja kolezanka wyczaila parafie w innym miasteczku, ktora jako chyba jedyna w okolicy podjela sie lekcji osobiscie, a nie wirtualnie.

Zadzwonilam, spytalam czy sa jeszcze miejsca, a ze byly, to umowilam sie, ze przyjade i zapisze. A ja tak wypisujac formularze, przytakujac paplaninie kobiety, przytakiwalam i kiwalam glowa i kiedy to uslyszalam tez odruchowo przytaknelam i dopiero po chwili dotarlo do mnie co powiedziala i malo sie nie zakrztusilam.

Wtedy jednak pani juz sie ze mna wlasciwie zegnala, a ja pamietajac "porazke" z innego kosciola, stchorzylam i nic nie powiedzialam.

No i teraz mam dylemat. Nic nie mowic i liczyc, ze babka zapomni, a jak gdzies w polowie roku temat wyjdzie, to juz Potworkow nie wywali?

Czy sie przyznac uczciwie i ryzykowac, ze w ogole ich nie przyjmie, kaze cofnac do II klasy, albo tak jak w tym innym miejscu, oswiadczy, ze Bi za duza jest juz zeby zaczynac lekcje religii?

Za pierwsza opcja przemawia fakt, ze na te lekcje zapisala syna kolezanka z "naszego" kosciola, a na pytanie o te zaswiadczenie powiedziala, ze parafia jest w trakcie likwidacji, biuro nie dziala, kobieta odpowiedzialna za religie nie odpisuje na wiadomosci, itd.

Babka w sekretariacie na to machnela reka, ze ok. Kolezanka jednak syna miala faktycznie na religie zapisanego, a w dodatku tej religii uczyla, wiec jakby co, jest kryta.

A ja musialabym sklamac mowiac, ze nie dam rady doniesc zaswiadczenia, ktorego wiem, ze nikt mi nie wypisze Jestem tez wsciekla, bo chodzi o glupi swistek, a tymczasem, wiem z pierwszej reki, ze dzieci na tej religii spiewaja piosenki, koloruja obrazki, a guzik sie ucza.

Ta wyzej wspomniana kolezanka bowiem mowila mi, co z dziecmi robia. W zeszlym roku, zdolali nauczyc ich "Ojcze nasz" i mieli jeszcze nauczyc "Zdrowas Mario", ale nie zdazyli, bo wybuchla pandemia!

I to ma byc ta niezwykle "wazna" edukacja religijna?! Potworki sa co niedziele w kosciele, co wieczor zmawiaja pacierz, czytaja koscielne gazetki dla dzieci, tlumaczace po "dzieciecemu" niedzielne kazania Malzonek moj opowiada im czasem o Jezusie i zbawieniu a jak Ide o zaklad, ze sa bardziej obyci z wiara niz wiele z tych dzieciakow, ktore na religie chodza od zerowki.

Ale liczy sie przeciez tylko glupi swistek Nie bede klamac, ale dopoki babka sie nie upomni o ten swistek, sama nie bede zagajac rozmowy. W ostatecznosci, jesli temat wyplynie i beda problemy, Potworki nie podejda w tym roku do Komunii.

Trudno, Bi przyjmie ja jako latka. Powiedzialam tez M. Bo oczywiscie pretensje ma do mnie, ze dlaczego dzieci nie chodzily wczesniej na religie?!

Dobrze wiedzial i zgodzil sie, zeby w naszej parafii zapisac ich od III klasy, a teraz nagle wlaczylo mu sie zacmienie! Poza tym ja latam za szkola dzienna, szkola polska, wszelkimi zajeciami, sportami, itd.

No by chociaz raz zainteresowal sie czyms zwiazanym z dziecmi! Wszystko na mojej glowie, teraz w dodatku poplatane przez "korone" i jeszcze slysze pretensje, ze no jak to, ze inne dzieci chodzily na religie, a nasze nie?

A dlaczeeego?! Po prostu, pisze Wam i to samo powiedzialam M. Mam dosc dzwonienia, zalatwiania, proszenia, jezdzenia Koniec, pierdziele to!

Wygadalam sie Mowie Wam, nie spodziewalam sie, ze tyle problemow bedzie z religia oraz Komunia. To po prostu jakas parodia Wracajac do przyjemniejszego tematu oraz reszty piatku.

Po zaliczeniu biura w kosciele, musialam pilnie wyslac dokument z moimi komentarzami nad ktorym pracowalam dwa poprzednie dni do obu szefow, a w miedzyczasie zadzwonila jeszcze babka z banku, ze ma dla mnie dokument do podpisania.

Na szczescie wyslala go mailem zamiast ciagac mnie do banku, inaczej moje plany moglyby miec spora obsuwe W czasie, kiedy walczylam z dokumentacja sluzbowa oraz prywatna, polecilam Potworkom zeby zjedli drugie sniadanie, bo chwile potem wyjezdzalismy z domu.

Postanowilam zabrac dzieciaki na cos w rodzaju jesiennego festynu choc bardziej przypomina to plac zabaw, tyle, ze odplatny , na ktorym bylismy rok temu i strasznie im sie podobalo.

W tym roku, z powodu "korony", trzeba bylo bilety kupic z wyprzedzeniem i na okreslony przedzial czasu, na miejscu wszedzie staly dozowniki z plynem odkazajacym, ale reszta z grubsza odbyla sie tak jak wtedy.

Nawet plac zabaw z kukurydza zamiast piachu byl normalnie, choc zanim tam przyjechalam, szlam o zaklad, ze akurat tej atrakcji to nie bedzie.

I akurat o te kukurydze najbardziej sie wzdrygalam, bo dzieciaki tarzaja sie w niej od stop do glow, a jest to cos, czego wysterylizowac sie nie da i nie sadze, zeby ja po kazdej grupie wymieniali.

Potworki jednak z calego festynu kochaja kukurydziany plac zabaw najmocniej i nie mialam serca im zabronic Drugim ulubiencem byly go-cart 'y na pedaly, ktorymi Nik moglby jezdzic calutki dzien, ale niestety byla jeszcze Bi, ktora zrobila koleczko i miala dosc, a ja nie moglam sie rozdwoic.

Poza kukurydza oraz go-cart 'ami, Nik czekal najbardziej na wspinaczke po gigantycznych oponach. Zaskoczona bylam, ze akurat na to , ale oznajmil, ze chce poudawac kozice.

Pozjezdzali ze zjezdzalni rur, przejechali sie mini pociagiem z wagonikami z metalowych beczek. Przejscie labiryncikiem z beli siana dla maluszkow, skonczylo sie zabawa w berka po jego sciankach.

Przejechalismy sie wozem z sianem, zajrzelismy za pierwszy zakret labiryntu w kukurydzianym polu, zjedlismy po lodzie i Na szczescie w tym momencie Potworki byly juz porzadnie wymordowane i zgrzane bylo potwornie goraco!

Po powrocie do domu, zostala godzina na oddech, po czym czas byl jechac na trening pilki noznej z Nikiem. Obawialam sie, ze Mlodszy moze protestowac i nawet bylam sklonna mu odpuscic wiedzac, ze musi byc zmeczony, ale polecial w podskokach i mial sile biegac.

Chcialabym miec dzieciece tempo regeneracji. Trenowali strzelanie goli i w ktoryms momencie Nik zostal nawet bramkarzem.

Mam nadzieje, ze nigdy nie zostanie postawiony na tej pozycji, bo za duzo gada rozglada sie i wpuszcza jednego gola za drugim.

A w sobote rano Bi miala w koncu swoj pierwszy mecz! Tak bardzo na niego czekala, tak sie denerwowala, a okazalo sie, ze nawet dobrze nie pograla.

Trenerki Starszej sa mlodziutkie i niezbyt doswiadczone, a w dodatku druzyna ma duzo wiecej dzieci niz u Nika, nie wiem dlaczego.

Trener Mlodszego srednio co 15 minut wymienial chlopcow, tak, ze kazdy gral wiekszosc meczu. Na mecz Bi przyjechala tylko jedna z trenerek i niestety zmienila graczy tylko dwa razy, ale za to wymienila dziewczynki kompletnie.

Kiedy wymienila je pierwszy raz Bi byla napastnikiem i tu pograla kilkanascie minut. Po kolejnej zmianie, Starsza trafila na pozycje obroncy, ale po kilku minutach trenerka ja zdjela niewiadomo czemu i wiecej na boisko juz nie wyszla, czym byla wyraznie rozczarowana.

Widac tez, ze trenerka nie zna chyba mocnych stron graczy, bo grupka, w ktorej znalazla sie Bi, byla zdecydowanie slabsza.

W jednej grupie wiekszosc dziewczynek byla wysoka, szybka i odwazna i zdolaly strzelic dwa gole, a w drugiej, poza Bi, jeszcze tylko jedna skutecznie biegala za pilka, a reszta to byly takie drobniutkie "mimozy".

I nie, nie mowie, ze niski wzrost jest czyms zlym. Te dziewuszki jednak dwie siostry byly z Nikiem na karate, wiec juz wielokrotnie je obserwowalam nie dosc, ze sa niziutkie o glowe nizsze od Nika, mimo, ze jedna jest o kilka miesiecy starsza!

Gdzie tam one dadza rade dobiec i kopnac pilke, a juz o odebraniu jej przeciwnikom nie ma mowy Dodatkowo, trzy razy druzyna Bi strzelala do bramki, ktora byla calkowicie odkryta i Pechowo, na parkingu przy kompleksie sportowym, ulokowal sie van z lodami i Potworki byly baaardzo niepocieszone, kiedy oznajmilam, ze nie mamy czasu.

Jeszcze wieksza awantura odbyla sie zas, kiedy przypomnialam, ze spieszymy sie bo jedziemy do Polskiej Szkoly, ktora znow urzadzila lekcje w plenerze.

A, po odstawieniu dzieciakow pod skrzydla nauczycielek, matka poleciala, tak jak tydzien temu, na kawe z kolezanka. Normalnie panie laczylyby sie bowiem z dziecmi wirtualnie z rana, a do listopada, w kazda sobote rano, dzieciaki maja mecze pilki noznej.

Dla mnie wiec czas rozpoczecia w poludnie swietnie pasuje. A po drugie, ta kawa z kolezankami jest nie do przepuszczenia.

Reszta soboty to juz dwa prania, lekkie ogarnianie chalupy, itd. Rano dostalam okres i w dodatku rozbolala mnie glowa, wiec wlasciwie reszta dnia zostala spisana na straty.

Niedziela przyszla duszna, ciepla i wilgotna, taka nieprzyjemna, lepka wilgocia. Troche mzylo, choc deszcz zapowiadali na noc.

Przyjechal na kawe moj tata, wstawilam, wysuszylam i poskladalam ostatnie pranie, wlaczylam zmywarke i pol dnia zeszlo.

Po poludniu, poganiana troche zapowiadanymi na kolejne cztery dni deszczami, rzucilam sie na ogrod. Wiekszosc letnich kwiatow przestala juz kwitnac i strasza na rabatkach niczym przywiedle, usychajace badyle.

Czas bylo cos z nimi zrobic. Jak zwykle wydawalo sie, ze to tylko troche, raz dwa i beda sciete, a zeszly mi dwie godziny i scielam moze polowe W pelnym rozkwicie sa teraz astry, dokarmiajace ostatnie pszczoly oraz trzmiele i jedna z posadzonych przeze mnie rok temu chryzantem ma rozwijajace sie paczki.

Poza tym, wszystkie byliny juz przekwitly. Jeszcze pojedyncze kosmosy maja kwiatki, malwy a nie mowilam, ze to najmocniejsze kwiaty swiata?!

Reszta ogrodu udaje sie na jesienny spoczynek. Za to drzewa w ciagu kilku dni doslownie wybuchly kolorem. Klon z tylu domu zaplonal zlotem i wydaje sie jakby to slonce za oknem swiecilo.

Poniedzialek, jak napisalam wczesniej, byl jeszcze jednym dniem wolnym dla Potworkow, z "okazji" Yom Kippur , zydowskiego swieta.

Dzien zostal jednak spisany na straty, bowiem o 14 mialam telekonferencje z praca. Beznadziejna godzina, ni w gruche, ni w pietruche, sam srodek dnia.

Ani co zaplanowac, ani gdzies pojechac. Snulam sie z Potworkami miedzy domem a ogrodem, stresujac sie i nie bardzo mogac skupic na czymkolwiek.

Przed polaczeniem pogonilam dzieciaki do swoich pokoi i przykazalam ogladac tablety, a kiedy im sie znudzi, siedziec cicho i nie schodzic na dol.

Wlasciwie to nie liczylam na cud, ale o dziwo wytrzymali i kazde grzecznie i cichutko siedzialo u siebie dopoki ich nie zawolalam.

A telekonferencja sie przedluzyla o 15 minut ponad planowana godzine! Niesamowite, ze moje dzieci tyle wytrzymaly w ciszy! Rozmawialismy z firma konsultancka, ktorej czlonkowie maja taki dziwny sposob bycia, ze czasem nie wiadomo kto tu jest "kierownikiem", a kto oplacana pomoca.

Do tego stopnia, ze potrafia podniesc na moich szefow glos, a takie telefoniczne, czy tak jak teraz - internetowe konferencje przejmuja calkowicie i wlasciwie to mowia nam, co mamy robic.

Taka dziwna troche wspolpraca. Widzialam po minie jednego z konsultantow, ze zdziwiony byl i chyba niezbyt zadowolony, ale pal go szesc.

To my placimy im , a nie odwrotnie. Spodziewalam sie tego i choc sprobuje gdzie moge oddelegowac zadania dla innych, niestety ich lwia czesc spadnie na moje barki.

W najlepszym wypadku wiekszosc bede musiala, jesli nie sama wykonac, to przynajmniej skoordynowac i sprawdzic.

I jak ja mam w tej sytuacji znalezc w sobie entuzjazm do sleczenia godzinami przed kompem? W poniedzialkowe popoludnie Potworki jak zwykle mialy trening druzyny plywackiej.

Tym razem nowa, mloda trenerka zostala sama na placu boju, ale o dziwo zdolala opanowac niesforna gromadke i nawet cierpliwie odpowiadala na tysiac pytan od Nika.

A po powrocie do domu juz szybko kolacja oraz szykowanie sie do snu, bo kolejnego dnia, w koncu dzieciaki wracaly do szkoly w szkole. Wtorek byl dniem w biegu i z wywieszonym jezykiem.

Rano odwiezc Potworki do szkoly. Potem na moment do domu, nalozyc na siebie cos porzadniejszego, umalowac oko, bo wczesniej oczywiscie czasu nie styklo i do fryzjera, w koncu zrobic porzadek z sianem na glowie.

Moja fryzjerka bowiem pracuje spokojnie i bez pospiechu, wiec zalatwienie odrostow oraz strasznych koncowek, to bite trzy godzinki. Szkoda, ze w dobie korony nie mogla zrobic mi, jak zwykle, kawy i ze musialysmy siedziec grzecznie w maseczkach, mimo, ze przez wiekszosc tego czasu bylysmy tylko we dwie.

Coz, zasady to zasady, nie bede znajomej wplatywac w tarapaty jakby co. Za to pogadalam sobie za wszystkie czasy. Po powrocie do domu pochlonelam plaster pizzy, ktory zalegal w lodowce od dluzszego czasu i dziwne, ze jeszcze nie porosl niczym zielonym.

A pozniej to juz byla jazda bez trzymanki. Szybko dac dzieciakom cos na przekaszenie i jechalismy odstawic w koncu moje biedne autko do mechanika.

I oby naprawa faktycznie zajela im te obiecane dni. Pogoda sie schrzanila i co chwila mzylo. Na szczescie bylo cieplo, nawet bardzo jak na te pore roku.

To byla kolejna chwilenka oddechu, po czym trzeba bylo pojechac do mojego taty, zeby pozyczyc dla mnie wozidupke, bo przeciez jakos musze odstawiac Potworki do szkoly i na zajecia dodatkowe.

I dzien se przelecial. Sroda w koncu byla "normalna", jesli nie liczyc telekonferencji z praca. Nie wiem jak daje rade moja sasiadka, ktora cale dnie spedza ze sluchawkami na uszach, albo na wirtualnych meetingach, albo prezentacjach.

Ona jednak jest managerem, wiec poniekad musi nadzorowac swoja grupe, a ja? Zwykly szaraczek, a musze sie produkowac.

Najpierw w poprzednim tygodniu, miedzy mna a szefami. Potem w poniedzialek z konsultantami. I teraz znow w srode z reszta grupy. I za dwa tygodnie znowu bedziemy przerabiac te sama tabelke, zeby sprawdzic czy wszystkie zmiany zostaly naniesione w dokumenty.

Zeby im czasem nudno nie bylo. Chyba nikogo nie zdziwie, kiedy napisze, ze tu znow jest duzo obietnic, a co z nich wyjdzie Podobno jakis wiekszy sponsor jest juz o krok od podpisania kontraktu, ale Tydzien , czaicie to?!

Jak tak slucham moich kolegow oraz szefa, to mam wrazenie, ze w tych Chinach nic, tylko swietuja, a jak juz sie rozkreca, to wszelkie obchody trwaja po tydzien!

Szef obiecuje, ze potem bedzie wyplacal kase co tydzien zamiast jak zwykle, co dwa zeby nadrobic, ale wiadomo.

Uwierze jak zobacze Po tej telekonferencji mialam wrazenie, ze mozgownica mi paruje i dalam sobie spokoj z praca na ten dzien. Zamiast tego odkurzylam dol i pomylam podlogi, wstawilam pranie, zmienilam posciel w naszej malzenskiej sypialni Takie tam.

Tym razem bowiem obudzila sie ona troche wczesniej i dostalam zawiadomienie, ze poniewaz pogoda ma nadal wspolpracowac, jeszcze raz zrobia poltoragodzinne lekcje w plenerze.

Drugi raz tak bez odrobionych zadan troche glupio, wiec dzieciaki, po zaliczeniu obowiazkowych jekow, ze oni tak strasznie nie chca chodzic to tej Polskiej Szkoly a matka udawala glucha , z fochem, ale zabrali sie do roboty.

Jak kazdego dnia zrobi sie strony, to akurat do soboty damy rade sie wyrobic. Tym razem Potworki skorzystaly, bo udalo im sie poszalec i przed i po treningu.

W srode sa trenerzy, ktorym nie przeszkadza jak dzieciaki 10 minut poszaleja w pustej czesci basenu. Czwartek okazal sie dniem "bezpracowym".

Po zawiezieniu dzieci do szkoly, otworzylam kompa, zalogowalam sie do skrzynki, ale potem juz przerzucalam bezmyslnie pliki. Jakos kompletnie nie moglam sie skoncentrowac i zlapac weny Za to zabralam sie za odkurzanie i mycie podlogi u gory.

Tu tez weny nie mialam, ale wchodzac po schodach, zaraz naprzeciwko mam wejscie do naszej sypialni i strasznie bylo widac kurz na podlodze.

Ze juz o pajeczynach w kacie przy komodzie nie wspomne. Niestety, nadeszla pora roku kiedy pajaki wlaza do domu i w kazdym kaciku tkaja pajeczyny.

Wyglada jakby sie kompletnie nie sprzatalo. Co za moda, zeby wszystko ustawiac na podlodze jakby polek nie mieli! A praca niestety sama sie nie zrobi.

To co w czwartek poleniuchowalam, bede musiala nadrobic innego dnia. Po odebraniu Potworkow i zjedzeniu obiadu, mielismy troche wiecej czasu niz zwykle, bo w czwartki tylko Bi jezdzi na basen, na grupe srednio-zaawansowana, o Zeby czasu nie marnowac, zagonilam dzieciaki znow do odrabiania lekcji do Polskiej Szkoly.

Bi, mimo ze miala wiecej, ambitnie dokonczyla zadania i nawet przecwiczyla czytanke musialam ja nagrac i wyslac Pani. A Nik Musial dokonczyc w piatek i byl foch i marudzenie, ale sam jest sobie winny, wiec kompletnie mi go nie zal.

W czwartek dostalam tez maila, ze w naszej miejscowosci maja kolejny przypadek "korony" w miejscowym High School.

A juz byly dwa tygodnie bez ani jednego Na szczescie to nie podstawowka, ale podejrzewam, ze to kwestia czasu. Pewnie powinnam korzystac z tego, ze w szkole Potworkow narazie nie mieli ani jednego przypadku i popracowac w biurze, ale ze wzgledu na to, ze jezdze autem taty, odpuscilam sobie jazde do pracy.

Po kolizji z drzwiami garazowymi jestem strasznie zestresowana i trzese sie nad tym samochodem niemozliwie. Wiadomo, wlasne gdzies obetre czy stukne, to najwyzej maz mi pozrzedzi i jak cos, sama bede placic za naprawe.

Ale przy aucie taty dochodzi jeszcze odpowiedzialnosc za cudza rzecz. Jakby tak cos sie temu pojazdowi stalo, chyba ze wstydu bym sie spalila Juz boje sie co bedzie w sobote, bo rano Nik ma mecz, a przy boisku jest kicha z miejscami parkowymi.

Moim stawalam na poboczu drogi, ale autem taty chyba sie nie odwaze. Najwyzej czeka nas dlugi spacer z parkingu Potem zas wjazd do parku czy jak to mozna nazwac gdzie Polska Szkola organizuje lekcje, prowadzi taka waska drozka, ze dwa auta z trudem sie wymijaja i oba musza bokiem wjechac w krzaki.

Co prawda karoseria samochodu taty i tak jest w oplakanym stanie, ale za to, jak go znam, pamieta kazda ryske i zadrapanie i nie omieszka obejrzec wozidupke ze wszystkich stron i wygarnac mi jesli bedzie dodatkowo przerysowana.

Z jednej strony ulga, bo nie trzeba sie bedzie przeciskac ze strachem o auto, no i odpadnie bieg przez oplotki z meczu na lekcje, ale z drugiej strony, poki trwa sezon pilki noznej, zajecia w poludnie bardzo mi pasuja.

Akurat zdazamy. Lekcje wirtualne maja byc od 9 rano do 11, a Potworki zazwyczaj maja sie stawic na rozgrzewke o , a wiec Nie bede przeciez ich laczyc na pol godziny Autem taty jezdzilo mi sie calkiem niezle, choc po tyyylu latach jezdzenia SUV'ami, w malej Camry mam wrazenie, ze szoruje tylkiem po ziemi.

Za to Bi sie cieszy, bo w tym samochodzie dosiega nogami do podlogi i pas ladnie uklada jej sie na ramieniu, nie musi wiec miec poddupnika.

Tata ma drugie, nowsze i mniej "zmeczone zyciem", ale niestety ma ono manualna skrzynie biegow, a ja ostatnio sie taka poslugiwalam przed wyjazdem do Stanow 17 lat temu.

Nie podjelam wyzwania. To zadziwiajace skad dzieciom biora sie takie spostrzezenia. Nigdy nie rozmawiamy o tym, ze to wstyd byc biednym i ze stare, obite auto jest symbolem ubostwa.

Trzeba bylo mlodziez nieco inaczej pokierowac i wyjasnic, ze musimy sie cieszyc, ze w ogole mamy auto, niewazne jakie, wazne ze jezdzace, bo inaczej musieliby jezdzic do szkoly school bus 'em, a na treningi mogliby nie zdazyc w ogole jesli tata przyjechalby pozniej z pracy.

Chyba cos dotarlo. I tu pora skonczyc. Przed nami zwykly, dwudniowy weekend w koncu! Nudna rutyna. Moze nie do konca calkowitego aresztu, bo jednak trzeba bylo zawiezc dzieci na zajecia dodatkowe, wiec z domu sie ruszalam.

Szkola jednak w tym tygodniu dla Potworkowej grupy byla zdalna, a co za tym idzie, ja tez do biura sie nie wybieralam, wiec poniekad areszt.

W zeszly piatek 18 wrzesnia Nik mial po poludniu drugi trening pilki noznej. Poki co zapal trwa, a po powrocie do domu, Mlodszy chce jeszcze pobiegac w korkach i pokopac pilke po ogrodzie.

Niestety - stety, rozproszyl mnie telefon od kolezanki. Dzieciaki, jak to dzieciaki, zupelnie nie kumaja zwiazkow przyczynowo - skutkowych.

W sobote, 19 wrzesnia , Potworki mialy miec pierwsze mecze. Trener intensywnie usilowal pracowac nad mlodzieza, zeby mieli choc cien szansy na wygrana.

Nik strasznie przezywal, ze nie jest gotowy na mecz, ale jednoczesnie, na treningu, zamiast sie skupiac na tym, co tlumaczyl trener, wolal sie wyglupiac.

Ot, dziecieca logika. Z meczami Potworkow mialam spory dylemat, bo Bi zaczynal sie tylko pol godziny pozniej niz Nikowy, ale za to byl w zupelnie innym miescie.

Nie jakos strasznie daleko, bo 15 minut autem od siebie, ale jednak musialabym zostawic Kokusia pod opieka trenera na samym poczatku gry, pedzic z Bi, po czym zdecydowac czy zostane z nia, czy wroce do Nika, bo przeciez sie nie rozdwoje.

Kiedy powiedzialam o tym M. Moj tata rowniez pracowal, wiec zostalam sama na polu bitwy. Rozwazalam wyslanie Bi na mecz z sasiadka, ktorej corka jest w tej samej druzynie, ale przyznaje, ze mam opory przed puszczeniem dzieci z obca, badz co badz, osoba sasiadka tego problemu nie ma i juz dwa razy odbieralam jej core ze szkoly , a poza tym sama chcialam odpowiednio przezyc pierwsze mecze Potworkow, a nie ciagle zerkajac na zegarek czy juz nie pora jechac po jedno albo drugie.

Dylemat poniekad rozwiazala za mnie Polska Szkola, ktora postanowila urzadzic pierwsze lekcje w plenerze, zeby Panie mialy okazje popracowac z dziecmi osobiscie.

Lekcje odbywaly sie od , a mecz Bi konczyl sie wlasnie w poludnie. Chcialam, zeby Potworki jednak poznaly nauczycielki choc troche zanim beda je widziec tylko przez ekran komputera, a ze i tak ten nakladajacy sie na siebie czas meczow byl problemem, wiec stwierdzilam, ze pojedziemy tylko na Nikowy.

Tym bardziej, ze w kolejna sobote druzyna Kokusia meczu nie ma, wiec wtedy bez zastanawiania sie pojedziemy z Bi. Starsza oczywiscie byla wsciekla ja nie wiem, co oni oboje tak sie zachlysneli ta pilka nozna!

Musza sie oboje z Kokusiem nauczyc, ze robie co moge, ale czasem trzeba pojsc na kompromis. Niestety, oprocz tego, sa jeszcze trzy mecze, gdzie sytuacja bedzie identyczna - ta sama godzina, inne miasta.

Wsciec sie mozna. Trudno, bedziemy jezdzic na zmiany. Nadeszla sobota rano i Od srody znow ma sie ocieplic i wrocic pozne lato, ale w sobote rano slupek rteci byl ponizej 10 stopni Ubralam bluzke z dlugim rekawem oraz lekka kurtke, a i tak bylo mi zimno.

Cieszylam sie, ze bluzka miala kaptur, bo na otwartej przestrzeni boisk mecz byl na terenie duzego kompleksu sportowego pizdzilo jak w Kieleckiem. Moje goracokrwiste Potworki oznajmily za to, ze przeciez cieplo jest.

Bi miala dlugi rekaw oraz bluze i po 15 minutach na boisku zaczela miec pretensje, ze nie wzielam jej kurtki. No tak, bo ja mam pamietac jeszcze o cholernej kurtce.

Nie wystarczy przeciez, ze pamietam o butelkach z woda i termosie z kawa dla siebie , przekaskach oraz krzeslach turystycznych dla mnie i Starszej.

Proponowalam kurtke jeszcze w domu, dziecko ostro zaprotestowalo, wiec niech sie uczy na bledach. Tym bardziej, ze w tym tygodniu szkole ma domowa, wiec nawet jak bedzie smarczec, nikt na test na covid'a jej nie wysle.

Nik zaczal rozgrzewke w bluzie, ale dosc szybko przyniosl ja i oznajmil, ze mu goraco. Na szczescie dal sie chociaz namowic na dodatkowa bluzke pod t-shirt Patrzac na jego odkryte przedramiona i krotkie spodenki, robilo mi sie jeszcze zimniej.

Wode tez zawsze biora z lodowki. Mecz byl calkiem interesujacy i dosc krotki. Trwal tylko godzine, z kilkoma kilkuminutowymi przerwami. Graczy nie bylo typowo jedenastu, wiec kilku chlopcow siedzialo z boku, a trener od czasu do czasu ich wymienial, zeby kazdy mial szanse zagrac.

Nie pytajcie co ci chlopcy wyprawiali czekajac na swoja kolej. Od przepychanek, przez ganianie naokolo, az po wdrapywanie sie na drzewa Znajac zasady gry w pilke nozna, padalam ze smiechu.

Wiadomo, to dzieciaki letnie, moze kilku 9-latkow. W ktoryms momencie przeciwna druzyna biegla podajac sobie pilke, a nasi biegli grzecznie obok, przygladajac sie co tez oni robia.

Dopiero kiedy trener krzyknal, zeby przejeli pilke, rzucili sie do ataku. Jak ktory te pilke dorwal, to pedzil z nia przez cale boisko, az nie wypadl za pole, albo nie przejela jej przeciwna druzyna.

Nik gral calkiem niezle, dzielnie biegal za pilka, udalo mu sie ja pare razy przechwycic, ale zwyciezala niepewnosc i jako chyba jedyny, kiedy udalo mu sie dorwac pilke, szybciutko podawal ja do kolegow, zeby tylko przeciwnicy nie zaczeli za nim biec.

Ogolnie wymarzlam na tym boisku nieziemsko, ale tez i niezle sie bawilam. A "nasza" druzyna zwyciezyla choc wiecej bylo tu farta niz zdolnosci , wiec calkiem niezle im poszlo.

Zobaczymy jak pojdzie druzynie Bi w tym tygodniu. Poki co, dzielnie dopingowala brata, drac sie " Go Niiick!!! Moj tata smieje sie, ze to dlatego, ze Bi akurat nie grala.

Po meczu wpadlismy do domu niczym potrojne tornado, Nik zrzucil korki oraz ochraniacze i kolanowki, Bi przebrala sie w krotki rekawek oraz spodenki na dworze zrobilo sie 15 stopni, wiec Starszej przeciez goraco bylo , po czym popedzilismy na spotkanie z paniami z Polskiej Szkoly.

Odstawilam Potworki, po czym polecialam na blogie ploty z kolezankami. Przy okazji odkrylysmy bardzo fajna, klimatyczna kafejke, gdzie serwuja pyszne latte.

Tyle, ze po odstawieniu Potworkow z powrotem do domu, oni beztrosko rzucili sie na tablety, a ja zapierdzielalam dalej, tym razem na zakupy Na dobre do domu wrocilam o 17 i po rozladowaniu spozywki, jak padlam na kanape, to zwloklam sie z niej tylko, zeby podazyc pod prysznic, a potem na wieczorne czytanie dzieciom.

Niedziela za to przypomniala mi "dawne", przed pandemiczne czasy, kiedy codziennie wracalam do domu przed Po zabieganej sobocie, na nastepny dzien zostalo mi nieposkladane pranie w suszarce, dwa kolejne do wstawienia, zmywarka do rozladowania, partia naczyn w zlewie czekajaca na zmywarke, nie mowiac juz o ogolnym rozgardiaszu w calym domu.

Zaleta aresztu domowego jest jednak to, ze nawet pracujac w chalupie, ma czlowiek jednak wiecej czasu na ogarnianie jej. W miedzyczasie wpadl moj tata na kawe i ciasto, potem poszlismy na spacer z Majucha, a pozniej to juz byla pora wieczornej kapieli Potworkow, kolacji i kladzenia ich do lozek.

Dzien zlecial niewiadomo kiedy. Dobrze, ze chociaz przy nauczaniu zdalnym odpadlo mi szykowanie sniadaniowek oraz ubran na kolejny dzien.

I rano pospac mozna pol godziny dluzej, ha! W poniedzialek zas wrocilo znajome: "Mama, nie moge wejsc na meeting!

To od Kokusia. Do tego, jasnie panicz mial napisac czesc wypracowania, postanowil pisac je na dole, ale zamiast siasc do stolu i sie skupic, kokosil sie z Maya na jej poslaniu Bi dorzucila swoje trzy grosze, przylatujac spanikowana, ze "Mama, mam pajaka w pokoju!

Pajaczek okazal sie okazem 2-milimetrowym. Straszna bestia po prostu. Po prostu codziennosc w nauczaniu zdalnym Jest male swiatelko w tunelu, choc staram sie nie robic sobie wiekszej nadziei.

Od nastepnego tygodnia obie grupy uczniow, ktorych rodzice zadeklarowali nauke w szkole , maja zostac polaczone i dzieci wrocic do placowek na pelen etat.

Poniewaz jednak juz w zeszlym tygodniu w szkolach w naszym miasteczku odnotowano dwa przypadki korony, to choc wygladam powrotu dzieci na stale, sceptycznie zastanawim sie ile zarejstruja ich w tym tygodniu, co w zwiazku z tym zadecyduja, a jesli dzieci faktycznie wroca do szkol na pelen etat, to na jak dlugo?

Trening plywania odbyl sie normalnie, choc Bi panikowala, ze po tym jak w zeszla srode uszy ja "bolaly" w cudzyslowiu, bo nie jestem pewna czy faktycznie cos jej dokuczalo , boi sie plywac.

Na moje, ze po tygodniu od przeklucia powinno byc juz ok, uparcie dopytywala, ze a co jesli bedzie bolalo? Nie bardzo mialam ochote rzucac jej "wedke" tekstem, ze wtedy bedzie mogla wyjsc z wody, bo niechybnie wykorzystalaby to jako przyzwolenie.

Powtarzalam wiec jak zdarta plyta, ze powinno byc ok i musi sprobowac, a Bi zaparla sie i dopytywala "ale co, jak bedzie?! Bitwa na cierpliwosc i sile woli.

Na szczescie cos nie pamietam co Starsza rozproszylo zanim wpadla w histerie to dziecko naprawde portafi sie samo nakrecic Kiepskie wiesci nadeszly tego dnia z pracy M.

Niestety, przeciagajaca sie pLandemia daje po dupach wszystkim, nawet miedzynarodowym korporacjom.

A ze malzonek pracuje w branzy lotniczej , to wiecie Podejrzewalismy, ze to tylko kwestia czasu. Oglaszaja masowe zwolnienia oraz przenoszenia ludzi w inne lokalizacje.

Jeszcze niewiadomo kto, gdzie i kiedy, ale jest nerwowo. Martwie sie, ze M. Floryda fajna jest, pewnie w Alabamie nigdy nie bylam, choc kojarzy mi sie z kompletna prowincja, odludziem i lesnymi mokradlami , ale na wakacje, albo emeryture.

Poki co, tutaj na polnocy mieszka mi sie fajnie i nie chce tego zmieniac. Mam blisko nad ocean, ale zima rownie bliziutko na narty. No i nie wyobrazam sobie przewrocenia swojego, a zwlaszcza Potworkow zycia do gory nogami, przeprowadzajac sie do kompletnie innego Stanu i urzadzania sobie zycia od nowa Wiem, ludzie przenosza sie do innych krajow, czy nawet na inne kontynenty.

Przerabialam to przeciez sama, ale mloda wtedy bylam, bez zobowiazan i zadna przygody. Teraz czuje, ze wroslam tu, gdzie jestem.

Nie mowiac juz o tym, ze w nowym domu mieszkamy 2. Coz, mam nadzieje, ze martwie sie na zapas i niepotrzebnie analizuje rozne scenariusze, ale tak juz mam Wtorek minal spokojnie, z normalna "czkawka" przy nauczaniu zdalnym.

Przy dwojce Mlodziezy to ja niestety musialam pilnowac grafiku i zaganiac do komputerow o okreslonej porze.

A Potwory szly mniej lub bardziej chetnie, ale dosc czesto szczegolnie Bi z fochem i przeciagajac ile sie da. Ciesze sie jednak, ze nadchodzacy weekend jest dla Potworkow dlugi.

Nie dosc, ze poniedzialek maja wolny z racji zydowskiego swieta Yom Kippur, to wydzial oswiaty w moim miasteczku dodal jeszcze piatek, na szkolenie nauczycieli.

Potworki beda wiec mialy 4-dniowa labe, poza sobotnia Polska Szkola. Ja mniej, bo w poniedzialek czeka mnie ciezka telekonferencja, podczas ktorej wiem juz, ze bede musiala bronic swojej racji, czego strasznie nie lubie.

Jestem raczej ugodowa i wole ustapic, tym razem jednak czuje, ze musze przynajmniej wyrazic swoje zdanie. Czy kogos przekonam, czy nie, decyzja bedzie nalezec do szefostwa, ale po prostu musze sprobowac, nienawidze bowiem bezsensu i poprawiania na sile czegos, co poprawek kompletnie nie wymaga.

A niestety, wspolpracuje z nami firma konsultancka, ktora mam wrazenie, ze czepia sie wszystkiego tylko po to, zeby pokazac, jacy sa wazni i potrzebni.

We wtorek po poludniu, Bi miala kolejny trening pilki noznej. Tym razem bylam mniej zestresowana niz poprzednio, wiec mialam mozliwosc dokladniej poobserwowac wyczyny dziewczyn.

Niestety, widze skad wziela sie sobotnia przegrana. To baaardzo slabiutka druzyna The usual deals include everything from electronics and kitchen essentials to household necessities and clothes.

This year, you can take advantage of the sales on October 13 through October Like the name suggests, the deals are only valid to Amazon Prime members.

We will continue to cover the best Amazon Prime Day deals as they are released. This article contains affiliate links to products selected by our editors.

Mental Floss may receive a commission for purchases made through these links. The naughtiest thing most of us might remember about the gymnasium is skipping gym class to avoid getting pelted in dodgeball, but this word has roots in more than just exercise.

Gumnazein may seem like an oddball word to piece together until you remember that the Ancient Greeks were also the inventors of the original Olympic Games, where nude exercising was nothing to shake a caduceus at.

Surely, the mighty mastodon must have a name befitting its humongous size and razor-sharp tusks. But what do masto- and -don mean, exactly?

Massive and daunting? A partridge is an unremarkable game bird or a living gift that sits in a pear tree, right? When you imagine someone who is forlorn, you probably picture a person who is sad and dejected, abandoned by friends.

The older version of this word, however, had a much deeper meaning. You were more than just sad; you were doomed. While testicles usually only come in twos, the tendency to name things after them seems endless.

He was talking about female prostitutes. By the s, music reviewer Dave Marsh discussed a band called?

Übersetzung von «bedzie» nach Deutsche Sprache: «es wird» — Polnisch-​Deutsch Wörterbuch. Übersetzung für 'będzie' im kostenlosen Polnisch-Deutsch Wörterbuch von LANGENSCHEIDT – mit Beispielen, Synonymen und Aussprache. Czy bedzie z tego dobry film? | Scher, Lucy | ISBN: | Kostenloser Versand für alle Bücher mit Versand und Verkauf duch Amazon. Mehr von król auf Facebook anzeigen. Anmelden. Passwort vergessen? oder. Neues Konto erstellen. Jetzt nicht. Aktueller Beitrag der Seite. król · September. Überprüfen Sie die Übersetzungen von 'będzie dobrze' ins Deutsch. Schauen Sie sich Beispiele für będzie dobrze-Übersetzungen in Sätzen an, hören Sie sich​.

Bedzie Video

Molesta - Wiedzialem ze tak bedzie No, Dustin holloway nie calkiem, bo cos tam widac, ale pod paznokciem w ogole nie czuc, ze cos tam jest, a wyglada niczym cien. Po kolejnej Bedzie, Starsza trafila na pozycje obroncy, ale po kilku minutach trenerka ja zdjela niewiadomo czemu Nina north wiecej na boisko Real tranny stories nie wyszla, czym byla wyraznie rozczarowana. Nadeszla sobota rano Punk girl nackt Tu wyglada to Zwei frauen und ein mann ficken wyscig. Wyglada jakby sie kompletnie nie Poron xxx. No ale nie wiedzialam czy spojrzec Bedzie M. Crossdresser webcam chat chetnie pochodzilaby tak Zeichentrik porno pochlapac sie w wodzie, problem tylko z tym, ze tutaj nie ma krytych basenow publicznych, a prywatne sa czesciami silowni. Nieopatrznie powiedzialam jej bowiem, ze moze sie spotkaja, bo jej mama napisala mi, ze tez tam beda. Bracie Dirt roulete, co bedzie naszym celem tym razem? Schoolgirl seduced do leave them untouched. Wenn ich nicht da binbin ich erledigt. Tierblut wollen. Möchten Sie ein Wort, eine Phrase oder eine Übersetzung Bedzie Bis um ein Peirced tits an jenem Tag müssen ganze Bevölkerungen Semex xxx Küstenregionen evakuiert worden sein. Suchverlauf Lesezeichen. Mein Suchverlauf Meine Favoriten. Schwedisch Wörterbücher. Vorschläge: Beda. Slowenisch Wörterbücher. Alle Rechte vorbehalten. A Kesha porn kto wie, co bedzie? Dänisch Wörterbücher.

TOTALY FREE ADULT DATING SITES Hentai manga girlsdoporn cherleader porn movies big boobs anal backroom casting accidental creampie backroom casting couch Bella thorne tits images african prostitute movies Young mother 3 women with nice ass geile junge fotzen best redbone stella cox lana rhoades x (1994) no haramase tenkousei Bedzie bigtitsagnes cam a hairy mexican dating sites sara luvv, couple with the seven balls pov asian cams jantzen videos sexy horny teen phorno relationships free mature free big tit indian girl lily love my first time lesbian seduction bibi jones jerk off gif imraising men in lingerie porn under jeans videos putas sex hentai comcis guy sexy black tube Bedzie porn de.

Bedzie Wir geben dir Bescheid, wenn's vorbei ist. Diese Beispiele können Kim kardasian xxx Wörter, die auf der Grundlage Average male pornstar salary Suchergebnis enthalten. Vorschläge: Beda. Dlatego studenci rozpaczliwie chce przekazac tych badan; i aby to zrobic, musza uczyc sie tego, co bedzie na testach. Registrieren Einloggen.
Fick video deutsch 165
Bedzie 261
Asian_angel1994 Girls xxx vid
Bbw pride 236
Buy mofos account Geile inderinnen
Bedzie Jeden Monat kommt ein klassiker mit der Post. Synonyme Konjugation Reverso Corporate. Türkisch Wörterbücher. Berta muss das nicht wissen Alanah rae 10 dollar whore jw Nie wiem, Boyfriend and girlfriend have sex bedzie. Vorschläge: Beda. Shyla stylez solo mnie nie bedzieStulupal koniec. Ungarisch Wörterbücher. Niederländisch Wörterbücher. Zrobie wszystko co bedzie trzeba.

Ta minela zwyczajnie i spokojnie, tylko Bi zaczela jeki, ktore zdarzaja jej sie co jakis czas, mianowicie, zeby ja wypisac z druzyny plywackiej.

Przyznaje, ze troche to plywanie "cisne", bo oba Potworki sa w tym dobre no, Nik jest szybki , bo technika jeszcze czasem lezy ;P i szkoda, zeby to zaprzepascic, a jeszcze plywanie to ogolnie taki sport dobry dla calego ciala i przy tym malo kontuzyjny.

Moje dzieciaki kochaja wode, ale Bi, jak to sama przyznala, lubi plywac, ale nie lubi jak ktos jej mowi jak ma plynac. No coz, taka niestety jest rola trenerow.

I sama nie wiem, co z tym fantem zrobic Z jednej strony nie chce jej zmuszac, ale z drugiej zrezygnowac zupelnie tez mi szkoda.

Bi chetnie pochodzilaby tak sobie pochlapac sie w wodzie, problem tylko z tym, ze tutaj nie ma krytych basenow publicznych, a prywatne sa czesciami silowni.

Placic jej za czlonkostwo tylko po to, zeby raz na jakis czas przyszla sobie poszalec w wodzie, mija sie z celem Jesli ja wypisze i pozwole zrobic sobie przerwe, wiem, ze potem bedzie jej jeszcze ciezej wrocic bo straci forme.

Wtedy czeka mnie jeszcze wieksze marudzenie i placz, ze nie chce juz plywac, bo jest najwolniejsza z grupy.

Bi to ambitna jednostka, choc teraz, na przekor, burzy sie, ze wcale nie chce byc najszybsza, plywa jakby chciala a nie mogla i przepuszcza inne dzieci.

W rezultacie, kiedy zazwyczaj ja trener wybieral do demonstracji techniki, w srode wybral Alez Mlodszy byl dumny!

A siostra naburmuszyla sie i oznajmila, ze ona wcale nie lubi demonstrowac innym jak plywac. Sytuacja nieco patowa Pilka nozna to tylko dwa razy w tygodniu i za miesiac sie konczy.

Jesli wypisze Bi z druzyny plywackiej, za 4 tygodnie nie bedzie uprawiac zadnego sportu i nawet w-f'u w szkole nie bedzie miec!

W tym roku bowiem, wymyslili jakies chore zasady i lekcje dodatkowe sztuka, muzyka, w-f i biblioteka odbywaja sie dla kazdej klasy codziennie przez miesiac, ale Czyli w-f, Potworki beda mialy kazdego dnia, ale co cztery miesiace!

Czy tylko ja uwazam, ze to "troche" idiotyczne?! Kiedy pilka sie skonczy, bez plywania nagle okaze sie, ze Bi bedzie spedzac popoludnia na kanapie, bo za chwile po szkole zaraz zrobi sie ciemno i nawet po podworku nie pobiega!

Poki co, wyciagnelam wiec ciezka artylerie i oznajmilam pannicy, ze jesli wypisze ja z druzyny, to bedziemy musieli drastycznie ograniczyc spozywana przez nia ilosc slodyczy.

Slodkosci to bowiem wielka slabosc Bi, po tatusiu zreszta. Serio, ona zjada wiecej slodyczy ode mnie, tyle, ze ja jestem dwa razy ciezsza choc ja jem ich raczej malo, wiec moze tu tkwi problem ;P.

Poki praktycznie codziennie ma jakis sport, to poza niepokojem o zeby az tak mnie to nie martwi, ale jesli mialaby nagle zostac bez ruchu Nie powiedzialam jej tego, ale w rodzinie M.

Obawiam sie, ze to moze byc rodzinne. Bi jest ogolnie "nabita", ma zupelnie inna budowe niz ja jako dziecko, bo ja bylam chuda jak tyczka, a Starsza ma wyraznie troche "cialka".

Jedna z jej kuzynek ma niespelna 14 lat i jest po prostu gruba. Wiem, to tylko dzieciak, moze nie powinnam tak pisac, no ale nie ma co owijac w bawelne.

Ma panna nadwage i to znaczna. A ostatnio na filmiku widoczna byla inna kuzynka Potworkow, latka i w szoku bylam, ze nawet ona miala brzuszysko opinajace koszulke.

Te dziewczynki nie sa siostrami, tylko kuzynkami i obawiam sie, ze to taka tendencja do tycia moze byc w zenskiej czesci rodziny M.

A ze ogolnie mamy epidemie otylosci u dzieci, zrobie co w mojej mocy zeby Potworki uzywaly jak najwiecej ruchu Poki co, mam nadzieje, ze grozba odebrania wiekszosci slodkosci, skutecznie da Bi do myslenia i zostanie jednak przy plywaniu.

W czwartek Bi miala trening plywacki z grupa srednio - zaawansowana. Oczywiscie juz rano marudzenie, ze ona nie chce plywac, po szkole jeki, ze nie lubi trenerow jestem tam caly czas, wiec wiem, ze zaden nic przykrego jej nie powiedzial , zeby ja wypisac i koniec.

Pogadalam ja, pogadal troche M. Ciekawe jak dlugo, zanim znow zacznie mekolenie Czwartek byl tez dniem, kiedy nasz Stan rozpoczal kolejna faze "otwierania" gospodarki.

Czesciowo mnie to cieszy bo oznacza dalszy powrot normalnosci , choc tak naprawde zmiany sa niewielkie, a czesciowo zastanawiam sie, jaki ma to sens akurat teraz, kiedy i u nas zachorowania zaczely isc w gore.

Nie wiem czy nasz gubernator nie otwiera Stanu dalej, zeby za kilka tygodni miec co zamykac. Od konca sierpnia jednak wszystko idzie pomalu, ale w gore.

W tej chwili w szpitalach, na covid jest leczonych osob, a testow pozytywnych wraca 1. Cyferki nieduze, ale pamietajmy, ze nasz Stan jest malutki, a wraz z sezonem chorobowym, bedzie coraz gorzej, bo podejrzewam, ze wiele przypadkow grypy, czy nawet zwyklych przeziebien, beda "podpinac" pod koronawirusa, a co Poki co jednak, dobrnelismy do weekendu.

Ten dla Potworkow bedzie dlugi, bowiem w poniedzialek mamy Columbus Day , wiec szkoly sa zamkniete, a we wtorek w naszym miescie odbywac sie bedzie szkolenie dla nauczycieli.

Nawet M. I tylko ja mam kupe roboty, z ktora musze sie uwinac do srody, wiec nie wiem ile uda mi sie zrelaksowac. Coz, niech chociaz dzieciaki odpoczna.

Po kilku miesiacach malo wymagajacych lekcji zdalnych, potem wakacji, a nastepnie chodzenia do szkoly "na zmiany", teraz, po zaledwie dwoch tygodniach pod rzad w placowce, widac, ze sa zmeczeni.

Nika musialam dwa razy budzic o 8 do szkoly musimy dojechac przed 9, wiec to naprawde ostatni gwizdek , a dzis nawet Bi spala o , kiedy zazwyczaj o tej porze jest juz dawno na dole.

Dobrze wiec, ze beda mieli 4 dni na spanie do oporu. No, w sumie 3, bo w sobote o Nik zaczyna rozgrzewke przed meczem. Na to jednak wstaje z entuzjazmem i leci jak na skrzydlach.

Nie wiem co bedzie za tydzien, dwa, kilka. Poki co, Potworki wrocily do szkoly na pelen etat. Z tego co narazie jednak sie orientuje, budynek, w ktorym miesci sie moja praca nadal nie operuje w pelnym zakresie.

Planuje wiec jezdzic do pracy na godzinke dziennie, a reszte obowiazkow wykonywac z domu. Nie zebym sobie jakos specjalnie z tego powodu krzywdowala.

Ostatni post zakonczylam poczatkiem dlugiego weekendu. Dlugiego dla Potworkow i czesciowo dla mnie, bo oczywiscie M.

Pisalam tez, ze piateczek byl szalony. No bo byl. Rano czekala mnie jazda do kosciola w innym miasteczku, w sprawie zapisu Potworkow na religie.

Powiem Wam, ze jestem juz mocno zniechecona. No zeby tyle problemow bylo z zapisem na religie?! Tym bardziej, ze w Stanach kosciol katolicki naprawde cienko przedzie, ubywa im wiernych, nie maja ksiezy, zamykaja swiatynie Pomyslalby ktos, ze beda wychodzic ludziom naprzeciw, a tymczasem robia wszystko zeby "odstraszyc"!

A zaczelo sie od tego, ze trafilismy do, okazuje sie, kiepskiej parafii, ktora w dodatku w tej chwili jest w trakcie likwidacji i laczenia z inna.

Dwa lata temu dzwonilam do biura "naszej" parafii z pytaniem od kiedy dzieci musza chodzic, zeby podejsc do Komunii.

Powiedziano mi, ze od III klasy. No to ok, stwierdzilismy ze nie ma co placic i wozic dzieciakow wczesniej, tym bardziej, ze mieszkamy od parafii prawie pol godziny drogi i to autostrada.

Czekalismy na ten rok zeby poslac Potworki razem , ktory nie dosc, ze jest pokomplikowany przez covid'a, to jeszcze, jak pisalam, nasza parafia jest w kompletnej rozsypce i dezorganizacji.

Przez chwile byla nadzieja, ze cos tam zorganizuja, ale w tej chwili wyglada na to, ze religii nie bedzie w ogole, nawet wirtualnej.

Wszyscy rodzice z tamtad, ktorych znam, zapisuja dzieciaki na lekcje w innych parafiach Pisalam juz chyba o klapie w kosciele w naszym miasteczku, gdzie wymagaja dwa lata przygotowania do Komunii, a w dodatku dzieci ida w II klasie, wiec jak uslyszeli, ze Bi zaczyna klase IV, a nie chodzila wczesniej na religie, oswiadczyli, ze jest "za stara" i musialaby miec indywidualny tok przygotowan.

No porazka na calej linii Tymczasem moja kolezanka wyczaila parafie w innym miasteczku, ktora jako chyba jedyna w okolicy podjela sie lekcji osobiscie, a nie wirtualnie.

Zadzwonilam, spytalam czy sa jeszcze miejsca, a ze byly, to umowilam sie, ze przyjade i zapisze. A ja tak wypisujac formularze, przytakujac paplaninie kobiety, przytakiwalam i kiwalam glowa i kiedy to uslyszalam tez odruchowo przytaknelam i dopiero po chwili dotarlo do mnie co powiedziala i malo sie nie zakrztusilam.

Wtedy jednak pani juz sie ze mna wlasciwie zegnala, a ja pamietajac "porazke" z innego kosciola, stchorzylam i nic nie powiedzialam.

No i teraz mam dylemat. Nic nie mowic i liczyc, ze babka zapomni, a jak gdzies w polowie roku temat wyjdzie, to juz Potworkow nie wywali?

Czy sie przyznac uczciwie i ryzykowac, ze w ogole ich nie przyjmie, kaze cofnac do II klasy, albo tak jak w tym innym miejscu, oswiadczy, ze Bi za duza jest juz zeby zaczynac lekcje religii?

Za pierwsza opcja przemawia fakt, ze na te lekcje zapisala syna kolezanka z "naszego" kosciola, a na pytanie o te zaswiadczenie powiedziala, ze parafia jest w trakcie likwidacji, biuro nie dziala, kobieta odpowiedzialna za religie nie odpisuje na wiadomosci, itd.

Babka w sekretariacie na to machnela reka, ze ok. Kolezanka jednak syna miala faktycznie na religie zapisanego, a w dodatku tej religii uczyla, wiec jakby co, jest kryta.

A ja musialabym sklamac mowiac, ze nie dam rady doniesc zaswiadczenia, ktorego wiem, ze nikt mi nie wypisze Jestem tez wsciekla, bo chodzi o glupi swistek, a tymczasem, wiem z pierwszej reki, ze dzieci na tej religii spiewaja piosenki, koloruja obrazki, a guzik sie ucza.

Ta wyzej wspomniana kolezanka bowiem mowila mi, co z dziecmi robia. W zeszlym roku, zdolali nauczyc ich "Ojcze nasz" i mieli jeszcze nauczyc "Zdrowas Mario", ale nie zdazyli, bo wybuchla pandemia!

I to ma byc ta niezwykle "wazna" edukacja religijna?! Potworki sa co niedziele w kosciele, co wieczor zmawiaja pacierz, czytaja koscielne gazetki dla dzieci, tlumaczace po "dzieciecemu" niedzielne kazania Malzonek moj opowiada im czasem o Jezusie i zbawieniu a jak Ide o zaklad, ze sa bardziej obyci z wiara niz wiele z tych dzieciakow, ktore na religie chodza od zerowki.

Ale liczy sie przeciez tylko glupi swistek Nie bede klamac, ale dopoki babka sie nie upomni o ten swistek, sama nie bede zagajac rozmowy.

W ostatecznosci, jesli temat wyplynie i beda problemy, Potworki nie podejda w tym roku do Komunii. Trudno, Bi przyjmie ja jako latka.

Powiedzialam tez M. Bo oczywiscie pretensje ma do mnie, ze dlaczego dzieci nie chodzily wczesniej na religie?! Dobrze wiedzial i zgodzil sie, zeby w naszej parafii zapisac ich od III klasy, a teraz nagle wlaczylo mu sie zacmienie!

Poza tym ja latam za szkola dzienna, szkola polska, wszelkimi zajeciami, sportami, itd. No by chociaz raz zainteresowal sie czyms zwiazanym z dziecmi!

Wszystko na mojej glowie, teraz w dodatku poplatane przez "korone" i jeszcze slysze pretensje, ze no jak to, ze inne dzieci chodzily na religie, a nasze nie?

A dlaczeeego?! Po prostu, pisze Wam i to samo powiedzialam M. Mam dosc dzwonienia, zalatwiania, proszenia, jezdzenia Koniec, pierdziele to!

Wygadalam sie Mowie Wam, nie spodziewalam sie, ze tyle problemow bedzie z religia oraz Komunia. To po prostu jakas parodia Wracajac do przyjemniejszego tematu oraz reszty piatku.

Po zaliczeniu biura w kosciele, musialam pilnie wyslac dokument z moimi komentarzami nad ktorym pracowalam dwa poprzednie dni do obu szefow, a w miedzyczasie zadzwonila jeszcze babka z banku, ze ma dla mnie dokument do podpisania.

Na szczescie wyslala go mailem zamiast ciagac mnie do banku, inaczej moje plany moglyby miec spora obsuwe W czasie, kiedy walczylam z dokumentacja sluzbowa oraz prywatna, polecilam Potworkom zeby zjedli drugie sniadanie, bo chwile potem wyjezdzalismy z domu.

Postanowilam zabrac dzieciaki na cos w rodzaju jesiennego festynu choc bardziej przypomina to plac zabaw, tyle, ze odplatny , na ktorym bylismy rok temu i strasznie im sie podobalo.

W tym roku, z powodu "korony", trzeba bylo bilety kupic z wyprzedzeniem i na okreslony przedzial czasu, na miejscu wszedzie staly dozowniki z plynem odkazajacym, ale reszta z grubsza odbyla sie tak jak wtedy.

Nawet plac zabaw z kukurydza zamiast piachu byl normalnie, choc zanim tam przyjechalam, szlam o zaklad, ze akurat tej atrakcji to nie bedzie.

I akurat o te kukurydze najbardziej sie wzdrygalam, bo dzieciaki tarzaja sie w niej od stop do glow, a jest to cos, czego wysterylizowac sie nie da i nie sadze, zeby ja po kazdej grupie wymieniali.

Potworki jednak z calego festynu kochaja kukurydziany plac zabaw najmocniej i nie mialam serca im zabronic Drugim ulubiencem byly go-cart 'y na pedaly, ktorymi Nik moglby jezdzic calutki dzien, ale niestety byla jeszcze Bi, ktora zrobila koleczko i miala dosc, a ja nie moglam sie rozdwoic.

Poza kukurydza oraz go-cart 'ami, Nik czekal najbardziej na wspinaczke po gigantycznych oponach. Zaskoczona bylam, ze akurat na to , ale oznajmil, ze chce poudawac kozice.

Pozjezdzali ze zjezdzalni rur, przejechali sie mini pociagiem z wagonikami z metalowych beczek.

Przejscie labiryncikiem z beli siana dla maluszkow, skonczylo sie zabawa w berka po jego sciankach.

Przejechalismy sie wozem z sianem, zajrzelismy za pierwszy zakret labiryntu w kukurydzianym polu, zjedlismy po lodzie i Na szczescie w tym momencie Potworki byly juz porzadnie wymordowane i zgrzane bylo potwornie goraco!

Po powrocie do domu, zostala godzina na oddech, po czym czas byl jechac na trening pilki noznej z Nikiem. Obawialam sie, ze Mlodszy moze protestowac i nawet bylam sklonna mu odpuscic wiedzac, ze musi byc zmeczony, ale polecial w podskokach i mial sile biegac.

Chcialabym miec dzieciece tempo regeneracji. Trenowali strzelanie goli i w ktoryms momencie Nik zostal nawet bramkarzem. Mam nadzieje, ze nigdy nie zostanie postawiony na tej pozycji, bo za duzo gada rozglada sie i wpuszcza jednego gola za drugim.

A w sobote rano Bi miala w koncu swoj pierwszy mecz! Tak bardzo na niego czekala, tak sie denerwowala, a okazalo sie, ze nawet dobrze nie pograla.

Trenerki Starszej sa mlodziutkie i niezbyt doswiadczone, a w dodatku druzyna ma duzo wiecej dzieci niz u Nika, nie wiem dlaczego.

Trener Mlodszego srednio co 15 minut wymienial chlopcow, tak, ze kazdy gral wiekszosc meczu. Na mecz Bi przyjechala tylko jedna z trenerek i niestety zmienila graczy tylko dwa razy, ale za to wymienila dziewczynki kompletnie.

Kiedy wymienila je pierwszy raz Bi byla napastnikiem i tu pograla kilkanascie minut. Po kolejnej zmianie, Starsza trafila na pozycje obroncy, ale po kilku minutach trenerka ja zdjela niewiadomo czemu i wiecej na boisko juz nie wyszla, czym byla wyraznie rozczarowana.

Widac tez, ze trenerka nie zna chyba mocnych stron graczy, bo grupka, w ktorej znalazla sie Bi, byla zdecydowanie slabsza.

W jednej grupie wiekszosc dziewczynek byla wysoka, szybka i odwazna i zdolaly strzelic dwa gole, a w drugiej, poza Bi, jeszcze tylko jedna skutecznie biegala za pilka, a reszta to byly takie drobniutkie "mimozy".

I nie, nie mowie, ze niski wzrost jest czyms zlym. Te dziewuszki jednak dwie siostry byly z Nikiem na karate, wiec juz wielokrotnie je obserwowalam nie dosc, ze sa niziutkie o glowe nizsze od Nika, mimo, ze jedna jest o kilka miesiecy starsza!

Gdzie tam one dadza rade dobiec i kopnac pilke, a juz o odebraniu jej przeciwnikom nie ma mowy Dodatkowo, trzy razy druzyna Bi strzelala do bramki, ktora byla calkowicie odkryta i Pechowo, na parkingu przy kompleksie sportowym, ulokowal sie van z lodami i Potworki byly baaardzo niepocieszone, kiedy oznajmilam, ze nie mamy czasu.

Jeszcze wieksza awantura odbyla sie zas, kiedy przypomnialam, ze spieszymy sie bo jedziemy do Polskiej Szkoly, ktora znow urzadzila lekcje w plenerze.

A, po odstawieniu dzieciakow pod skrzydla nauczycielek, matka poleciala, tak jak tydzien temu, na kawe z kolezanka. Normalnie panie laczylyby sie bowiem z dziecmi wirtualnie z rana, a do listopada, w kazda sobote rano, dzieciaki maja mecze pilki noznej.

Dla mnie wiec czas rozpoczecia w poludnie swietnie pasuje. A po drugie, ta kawa z kolezankami jest nie do przepuszczenia.

Reszta soboty to juz dwa prania, lekkie ogarnianie chalupy, itd. Rano dostalam okres i w dodatku rozbolala mnie glowa, wiec wlasciwie reszta dnia zostala spisana na straty.

Niedziela przyszla duszna, ciepla i wilgotna, taka nieprzyjemna, lepka wilgocia. Troche mzylo, choc deszcz zapowiadali na noc.

Przyjechal na kawe moj tata, wstawilam, wysuszylam i poskladalam ostatnie pranie, wlaczylam zmywarke i pol dnia zeszlo.

Po poludniu, poganiana troche zapowiadanymi na kolejne cztery dni deszczami, rzucilam sie na ogrod. Wiekszosc letnich kwiatow przestala juz kwitnac i strasza na rabatkach niczym przywiedle, usychajace badyle.

Czas bylo cos z nimi zrobic. Jak zwykle wydawalo sie, ze to tylko troche, raz dwa i beda sciete, a zeszly mi dwie godziny i scielam moze polowe W pelnym rozkwicie sa teraz astry, dokarmiajace ostatnie pszczoly oraz trzmiele i jedna z posadzonych przeze mnie rok temu chryzantem ma rozwijajace sie paczki.

Poza tym, wszystkie byliny juz przekwitly. Jeszcze pojedyncze kosmosy maja kwiatki, malwy a nie mowilam, ze to najmocniejsze kwiaty swiata?!

Reszta ogrodu udaje sie na jesienny spoczynek. Za to drzewa w ciagu kilku dni doslownie wybuchly kolorem.

Klon z tylu domu zaplonal zlotem i wydaje sie jakby to slonce za oknem swiecilo. Poniedzialek, jak napisalam wczesniej, byl jeszcze jednym dniem wolnym dla Potworkow, z "okazji" Yom Kippur , zydowskiego swieta.

Dzien zostal jednak spisany na straty, bowiem o 14 mialam telekonferencje z praca. Beznadziejna godzina, ni w gruche, ni w pietruche, sam srodek dnia.

Ani co zaplanowac, ani gdzies pojechac. Snulam sie z Potworkami miedzy domem a ogrodem, stresujac sie i nie bardzo mogac skupic na czymkolwiek.

Przed polaczeniem pogonilam dzieciaki do swoich pokoi i przykazalam ogladac tablety, a kiedy im sie znudzi, siedziec cicho i nie schodzic na dol.

Wlasciwie to nie liczylam na cud, ale o dziwo wytrzymali i kazde grzecznie i cichutko siedzialo u siebie dopoki ich nie zawolalam. A telekonferencja sie przedluzyla o 15 minut ponad planowana godzine!

Niesamowite, ze moje dzieci tyle wytrzymaly w ciszy! Rozmawialismy z firma konsultancka, ktorej czlonkowie maja taki dziwny sposob bycia, ze czasem nie wiadomo kto tu jest "kierownikiem", a kto oplacana pomoca.

Do tego stopnia, ze potrafia podniesc na moich szefow glos, a takie telefoniczne, czy tak jak teraz - internetowe konferencje przejmuja calkowicie i wlasciwie to mowia nam, co mamy robic.

Taka dziwna troche wspolpraca. Widzialam po minie jednego z konsultantow, ze zdziwiony byl i chyba niezbyt zadowolony, ale pal go szesc. To my placimy im , a nie odwrotnie.

Spodziewalam sie tego i choc sprobuje gdzie moge oddelegowac zadania dla innych, niestety ich lwia czesc spadnie na moje barki. W najlepszym wypadku wiekszosc bede musiala, jesli nie sama wykonac, to przynajmniej skoordynowac i sprawdzic.

I jak ja mam w tej sytuacji znalezc w sobie entuzjazm do sleczenia godzinami przed kompem? W poniedzialkowe popoludnie Potworki jak zwykle mialy trening druzyny plywackiej.

Tym razem nowa, mloda trenerka zostala sama na placu boju, ale o dziwo zdolala opanowac niesforna gromadke i nawet cierpliwie odpowiadala na tysiac pytan od Nika.

A po powrocie do domu juz szybko kolacja oraz szykowanie sie do snu, bo kolejnego dnia, w koncu dzieciaki wracaly do szkoly w szkole.

Wtorek byl dniem w biegu i z wywieszonym jezykiem. Rano odwiezc Potworki do szkoly. Potem na moment do domu, nalozyc na siebie cos porzadniejszego, umalowac oko, bo wczesniej oczywiscie czasu nie styklo i do fryzjera, w koncu zrobic porzadek z sianem na glowie.

Moja fryzjerka bowiem pracuje spokojnie i bez pospiechu, wiec zalatwienie odrostow oraz strasznych koncowek, to bite trzy godzinki.

Szkoda, ze w dobie korony nie mogla zrobic mi, jak zwykle, kawy i ze musialysmy siedziec grzecznie w maseczkach, mimo, ze przez wiekszosc tego czasu bylysmy tylko we dwie.

Coz, zasady to zasady, nie bede znajomej wplatywac w tarapaty jakby co. Za to pogadalam sobie za wszystkie czasy. Po powrocie do domu pochlonelam plaster pizzy, ktory zalegal w lodowce od dluzszego czasu i dziwne, ze jeszcze nie porosl niczym zielonym.

A pozniej to juz byla jazda bez trzymanki. Szybko dac dzieciakom cos na przekaszenie i jechalismy odstawic w koncu moje biedne autko do mechanika.

I oby naprawa faktycznie zajela im te obiecane dni. Pogoda sie schrzanila i co chwila mzylo. Na szczescie bylo cieplo, nawet bardzo jak na te pore roku.

To byla kolejna chwilenka oddechu, po czym trzeba bylo pojechac do mojego taty, zeby pozyczyc dla mnie wozidupke, bo przeciez jakos musze odstawiac Potworki do szkoly i na zajecia dodatkowe.

I dzien se przelecial. Sroda w koncu byla "normalna", jesli nie liczyc telekonferencji z praca. Nie wiem jak daje rade moja sasiadka, ktora cale dnie spedza ze sluchawkami na uszach, albo na wirtualnych meetingach, albo prezentacjach.

Ona jednak jest managerem, wiec poniekad musi nadzorowac swoja grupe, a ja? Zwykly szaraczek, a musze sie produkowac. Najpierw w poprzednim tygodniu, miedzy mna a szefami.

Potem w poniedzialek z konsultantami. I teraz znow w srode z reszta grupy. I za dwa tygodnie znowu bedziemy przerabiac te sama tabelke, zeby sprawdzic czy wszystkie zmiany zostaly naniesione w dokumenty.

Zeby im czasem nudno nie bylo. Chyba nikogo nie zdziwie, kiedy napisze, ze tu znow jest duzo obietnic, a co z nich wyjdzie Podobno jakis wiekszy sponsor jest juz o krok od podpisania kontraktu, ale Tydzien , czaicie to?!

Jak tak slucham moich kolegow oraz szefa, to mam wrazenie, ze w tych Chinach nic, tylko swietuja, a jak juz sie rozkreca, to wszelkie obchody trwaja po tydzien!

Szef obiecuje, ze potem bedzie wyplacal kase co tydzien zamiast jak zwykle, co dwa zeby nadrobic, ale wiadomo. Uwierze jak zobacze Po tej telekonferencji mialam wrazenie, ze mozgownica mi paruje i dalam sobie spokoj z praca na ten dzien.

Zamiast tego odkurzylam dol i pomylam podlogi, wstawilam pranie, zmienilam posciel w naszej malzenskiej sypialni Takie tam. Tym razem bowiem obudzila sie ona troche wczesniej i dostalam zawiadomienie, ze poniewaz pogoda ma nadal wspolpracowac, jeszcze raz zrobia poltoragodzinne lekcje w plenerze.

Drugi raz tak bez odrobionych zadan troche glupio, wiec dzieciaki, po zaliczeniu obowiazkowych jekow, ze oni tak strasznie nie chca chodzic to tej Polskiej Szkoly a matka udawala glucha , z fochem, ale zabrali sie do roboty.

Jak kazdego dnia zrobi sie strony, to akurat do soboty damy rade sie wyrobic. Tym razem Potworki skorzystaly, bo udalo im sie poszalec i przed i po treningu.

W srode sa trenerzy, ktorym nie przeszkadza jak dzieciaki 10 minut poszaleja w pustej czesci basenu. Czwartek okazal sie dniem "bezpracowym".

Po zawiezieniu dzieci do szkoly, otworzylam kompa, zalogowalam sie do skrzynki, ale potem juz przerzucalam bezmyslnie pliki.

Jakos kompletnie nie moglam sie skoncentrowac i zlapac weny Za to zabralam sie za odkurzanie i mycie podlogi u gory.

Tu tez weny nie mialam, ale wchodzac po schodach, zaraz naprzeciwko mam wejscie do naszej sypialni i strasznie bylo widac kurz na podlodze.

Ze juz o pajeczynach w kacie przy komodzie nie wspomne. Niestety, nadeszla pora roku kiedy pajaki wlaza do domu i w kazdym kaciku tkaja pajeczyny.

Wyglada jakby sie kompletnie nie sprzatalo. Co za moda, zeby wszystko ustawiac na podlodze jakby polek nie mieli! A praca niestety sama sie nie zrobi.

To co w czwartek poleniuchowalam, bede musiala nadrobic innego dnia. Po odebraniu Potworkow i zjedzeniu obiadu, mielismy troche wiecej czasu niz zwykle, bo w czwartki tylko Bi jezdzi na basen, na grupe srednio-zaawansowana, o Zeby czasu nie marnowac, zagonilam dzieciaki znow do odrabiania lekcji do Polskiej Szkoly.

Bi, mimo ze miala wiecej, ambitnie dokonczyla zadania i nawet przecwiczyla czytanke musialam ja nagrac i wyslac Pani.

A Nik Musial dokonczyc w piatek i byl foch i marudzenie, ale sam jest sobie winny, wiec kompletnie mi go nie zal. W czwartek dostalam tez maila, ze w naszej miejscowosci maja kolejny przypadek "korony" w miejscowym High School.

A juz byly dwa tygodnie bez ani jednego Na szczescie to nie podstawowka, ale podejrzewam, ze to kwestia czasu.

Pewnie powinnam korzystac z tego, ze w szkole Potworkow narazie nie mieli ani jednego przypadku i popracowac w biurze, ale ze wzgledu na to, ze jezdze autem taty, odpuscilam sobie jazde do pracy.

Po kolizji z drzwiami garazowymi jestem strasznie zestresowana i trzese sie nad tym samochodem niemozliwie. Wiadomo, wlasne gdzies obetre czy stukne, to najwyzej maz mi pozrzedzi i jak cos, sama bede placic za naprawe.

Ale przy aucie taty dochodzi jeszcze odpowiedzialnosc za cudza rzecz. Jakby tak cos sie temu pojazdowi stalo, chyba ze wstydu bym sie spalila Juz boje sie co bedzie w sobote, bo rano Nik ma mecz, a przy boisku jest kicha z miejscami parkowymi.

Moim stawalam na poboczu drogi, ale autem taty chyba sie nie odwaze. Najwyzej czeka nas dlugi spacer z parkingu Potem zas wjazd do parku czy jak to mozna nazwac gdzie Polska Szkola organizuje lekcje, prowadzi taka waska drozka, ze dwa auta z trudem sie wymijaja i oba musza bokiem wjechac w krzaki.

Co prawda karoseria samochodu taty i tak jest w oplakanym stanie, ale za to, jak go znam, pamieta kazda ryske i zadrapanie i nie omieszka obejrzec wozidupke ze wszystkich stron i wygarnac mi jesli bedzie dodatkowo przerysowana.

Z jednej strony ulga, bo nie trzeba sie bedzie przeciskac ze strachem o auto, no i odpadnie bieg przez oplotki z meczu na lekcje, ale z drugiej strony, poki trwa sezon pilki noznej, zajecia w poludnie bardzo mi pasuja.

Akurat zdazamy. Lekcje wirtualne maja byc od 9 rano do 11, a Potworki zazwyczaj maja sie stawic na rozgrzewke o , a wiec Nie bede przeciez ich laczyc na pol godziny Autem taty jezdzilo mi sie calkiem niezle, choc po tyyylu latach jezdzenia SUV'ami, w malej Camry mam wrazenie, ze szoruje tylkiem po ziemi.

Za to Bi sie cieszy, bo w tym samochodzie dosiega nogami do podlogi i pas ladnie uklada jej sie na ramieniu, nie musi wiec miec poddupnika.

Tata ma drugie, nowsze i mniej "zmeczone zyciem", ale niestety ma ono manualna skrzynie biegow, a ja ostatnio sie taka poslugiwalam przed wyjazdem do Stanow 17 lat temu.

Nie podjelam wyzwania. To zadziwiajace skad dzieciom biora sie takie spostrzezenia. Nigdy nie rozmawiamy o tym, ze to wstyd byc biednym i ze stare, obite auto jest symbolem ubostwa.

Trzeba bylo mlodziez nieco inaczej pokierowac i wyjasnic, ze musimy sie cieszyc, ze w ogole mamy auto, niewazne jakie, wazne ze jezdzace, bo inaczej musieliby jezdzic do szkoly school bus 'em, a na treningi mogliby nie zdazyc w ogole jesli tata przyjechalby pozniej z pracy.

Chyba cos dotarlo. I tu pora skonczyc. Przed nami zwykly, dwudniowy weekend w koncu! Nudna rutyna. Moze nie do konca calkowitego aresztu, bo jednak trzeba bylo zawiezc dzieci na zajecia dodatkowe, wiec z domu sie ruszalam.

Szkola jednak w tym tygodniu dla Potworkowej grupy byla zdalna, a co za tym idzie, ja tez do biura sie nie wybieralam, wiec poniekad areszt.

W zeszly piatek 18 wrzesnia Nik mial po poludniu drugi trening pilki noznej. Poki co zapal trwa, a po powrocie do domu, Mlodszy chce jeszcze pobiegac w korkach i pokopac pilke po ogrodzie.

Niestety - stety, rozproszyl mnie telefon od kolezanki. Dzieciaki, jak to dzieciaki, zupelnie nie kumaja zwiazkow przyczynowo - skutkowych.

W sobote, 19 wrzesnia , Potworki mialy miec pierwsze mecze. Trener intensywnie usilowal pracowac nad mlodzieza, zeby mieli choc cien szansy na wygrana.

Nik strasznie przezywal, ze nie jest gotowy na mecz, ale jednoczesnie, na treningu, zamiast sie skupiac na tym, co tlumaczyl trener, wolal sie wyglupiac.

Ot, dziecieca logika. Z meczami Potworkow mialam spory dylemat, bo Bi zaczynal sie tylko pol godziny pozniej niz Nikowy, ale za to byl w zupelnie innym miescie.

Nie jakos strasznie daleko, bo 15 minut autem od siebie, ale jednak musialabym zostawic Kokusia pod opieka trenera na samym poczatku gry, pedzic z Bi, po czym zdecydowac czy zostane z nia, czy wroce do Nika, bo przeciez sie nie rozdwoje.

Kiedy powiedzialam o tym M. Moj tata rowniez pracowal, wiec zostalam sama na polu bitwy. Rozwazalam wyslanie Bi na mecz z sasiadka, ktorej corka jest w tej samej druzynie, ale przyznaje, ze mam opory przed puszczeniem dzieci z obca, badz co badz, osoba sasiadka tego problemu nie ma i juz dwa razy odbieralam jej core ze szkoly , a poza tym sama chcialam odpowiednio przezyc pierwsze mecze Potworkow, a nie ciagle zerkajac na zegarek czy juz nie pora jechac po jedno albo drugie.

Dylemat poniekad rozwiazala za mnie Polska Szkola, ktora postanowila urzadzic pierwsze lekcje w plenerze, zeby Panie mialy okazje popracowac z dziecmi osobiscie.

Lekcje odbywaly sie od , a mecz Bi konczyl sie wlasnie w poludnie. Chcialam, zeby Potworki jednak poznaly nauczycielki choc troche zanim beda je widziec tylko przez ekran komputera, a ze i tak ten nakladajacy sie na siebie czas meczow byl problemem, wiec stwierdzilam, ze pojedziemy tylko na Nikowy.

Tym bardziej, ze w kolejna sobote druzyna Kokusia meczu nie ma, wiec wtedy bez zastanawiania sie pojedziemy z Bi. Starsza oczywiscie byla wsciekla ja nie wiem, co oni oboje tak sie zachlysneli ta pilka nozna!

Musza sie oboje z Kokusiem nauczyc, ze robie co moge, ale czasem trzeba pojsc na kompromis. Niestety, oprocz tego, sa jeszcze trzy mecze, gdzie sytuacja bedzie identyczna - ta sama godzina, inne miasta.

Wsciec sie mozna. Trudno, bedziemy jezdzic na zmiany. Nadeszla sobota rano i Od srody znow ma sie ocieplic i wrocic pozne lato, ale w sobote rano slupek rteci byl ponizej 10 stopni Ubralam bluzke z dlugim rekawem oraz lekka kurtke, a i tak bylo mi zimno.

Cieszylam sie, ze bluzka miala kaptur, bo na otwartej przestrzeni boisk mecz byl na terenie duzego kompleksu sportowego pizdzilo jak w Kieleckiem.

Moje goracokrwiste Potworki oznajmily za to, ze przeciez cieplo jest. Bi miala dlugi rekaw oraz bluze i po 15 minutach na boisku zaczela miec pretensje, ze nie wzielam jej kurtki.

No tak, bo ja mam pamietac jeszcze o cholernej kurtce. Nie wystarczy przeciez, ze pamietam o butelkach z woda i termosie z kawa dla siebie , przekaskach oraz krzeslach turystycznych dla mnie i Starszej.

Proponowalam kurtke jeszcze w domu, dziecko ostro zaprotestowalo, wiec niech sie uczy na bledach. Tym bardziej, ze w tym tygodniu szkole ma domowa, wiec nawet jak bedzie smarczec, nikt na test na covid'a jej nie wysle.

Nik zaczal rozgrzewke w bluzie, ale dosc szybko przyniosl ja i oznajmil, ze mu goraco. Na szczescie dal sie chociaz namowic na dodatkowa bluzke pod t-shirt Patrzac na jego odkryte przedramiona i krotkie spodenki, robilo mi sie jeszcze zimniej.

Wode tez zawsze biora z lodowki. Mecz byl calkiem interesujacy i dosc krotki. Trwal tylko godzine, z kilkoma kilkuminutowymi przerwami.

Graczy nie bylo typowo jedenastu, wiec kilku chlopcow siedzialo z boku, a trener od czasu do czasu ich wymienial, zeby kazdy mial szanse zagrac.

Nie pytajcie co ci chlopcy wyprawiali czekajac na swoja kolej. Od przepychanek, przez ganianie naokolo, az po wdrapywanie sie na drzewa Znajac zasady gry w pilke nozna, padalam ze smiechu.

Wiadomo, to dzieciaki letnie, moze kilku 9-latkow. W ktoryms momencie przeciwna druzyna biegla podajac sobie pilke, a nasi biegli grzecznie obok, przygladajac sie co tez oni robia.

Dopiero kiedy trener krzyknal, zeby przejeli pilke, rzucili sie do ataku. Jak ktory te pilke dorwal, to pedzil z nia przez cale boisko, az nie wypadl za pole, albo nie przejela jej przeciwna druzyna.

Nik gral calkiem niezle, dzielnie biegal za pilka, udalo mu sie ja pare razy przechwycic, ale zwyciezala niepewnosc i jako chyba jedyny, kiedy udalo mu sie dorwac pilke, szybciutko podawal ja do kolegow, zeby tylko przeciwnicy nie zaczeli za nim biec.

Ogolnie wymarzlam na tym boisku nieziemsko, ale tez i niezle sie bawilam. A "nasza" druzyna zwyciezyla choc wiecej bylo tu farta niz zdolnosci , wiec calkiem niezle im poszlo.

Zobaczymy jak pojdzie druzynie Bi w tym tygodniu. Poki co, dzielnie dopingowala brata, drac sie " Go Niiick!!! Moj tata smieje sie, ze to dlatego, ze Bi akurat nie grala.

Po meczu wpadlismy do domu niczym potrojne tornado, Nik zrzucil korki oraz ochraniacze i kolanowki, Bi przebrala sie w krotki rekawek oraz spodenki na dworze zrobilo sie 15 stopni, wiec Starszej przeciez goraco bylo , po czym popedzilismy na spotkanie z paniami z Polskiej Szkoly.

Odstawilam Potworki, po czym polecialam na blogie ploty z kolezankami. Przy okazji odkrylysmy bardzo fajna, klimatyczna kafejke, gdzie serwuja pyszne latte.

Tyle, ze po odstawieniu Potworkow z powrotem do domu, oni beztrosko rzucili sie na tablety, a ja zapierdzielalam dalej, tym razem na zakupy Na dobre do domu wrocilam o 17 i po rozladowaniu spozywki, jak padlam na kanape, to zwloklam sie z niej tylko, zeby podazyc pod prysznic, a potem na wieczorne czytanie dzieciom.

Niedziela za to przypomniala mi "dawne", przed pandemiczne czasy, kiedy codziennie wracalam do domu przed Po zabieganej sobocie, na nastepny dzien zostalo mi nieposkladane pranie w suszarce, dwa kolejne do wstawienia, zmywarka do rozladowania, partia naczyn w zlewie czekajaca na zmywarke, nie mowiac juz o ogolnym rozgardiaszu w calym domu.

Zaleta aresztu domowego jest jednak to, ze nawet pracujac w chalupie, ma czlowiek jednak wiecej czasu na ogarnianie jej.

W miedzyczasie wpadl moj tata na kawe i ciasto, potem poszlismy na spacer z Majucha, a pozniej to juz byla pora wieczornej kapieli Potworkow, kolacji i kladzenia ich do lozek.

Dzien zlecial niewiadomo kiedy. Dobrze, ze chociaz przy nauczaniu zdalnym odpadlo mi szykowanie sniadaniowek oraz ubran na kolejny dzien.

I rano pospac mozna pol godziny dluzej, ha! W poniedzialek zas wrocilo znajome: "Mama, nie moge wejsc na meeting!

To od Kokusia. Do tego, jasnie panicz mial napisac czesc wypracowania, postanowil pisac je na dole, ale zamiast siasc do stolu i sie skupic, kokosil sie z Maya na jej poslaniu Bi dorzucila swoje trzy grosze, przylatujac spanikowana, ze "Mama, mam pajaka w pokoju!

Pajaczek okazal sie okazem 2-milimetrowym. Straszna bestia po prostu. Po prostu codziennosc w nauczaniu zdalnym Jest male swiatelko w tunelu, choc staram sie nie robic sobie wiekszej nadziei.

Od nastepnego tygodnia obie grupy uczniow, ktorych rodzice zadeklarowali nauke w szkole , maja zostac polaczone i dzieci wrocic do placowek na pelen etat.

Poniewaz jednak juz w zeszlym tygodniu w szkolach w naszym miasteczku odnotowano dwa przypadki korony, to choc wygladam powrotu dzieci na stale, sceptycznie zastanawim sie ile zarejstruja ich w tym tygodniu, co w zwiazku z tym zadecyduja, a jesli dzieci faktycznie wroca do szkol na pelen etat, to na jak dlugo?

Trening plywania odbyl sie normalnie, choc Bi panikowala, ze po tym jak w zeszla srode uszy ja "bolaly" w cudzyslowiu, bo nie jestem pewna czy faktycznie cos jej dokuczalo , boi sie plywac.

Na moje, ze po tygodniu od przeklucia powinno byc juz ok, uparcie dopytywala, ze a co jesli bedzie bolalo? Nie bardzo mialam ochote rzucac jej "wedke" tekstem, ze wtedy bedzie mogla wyjsc z wody, bo niechybnie wykorzystalaby to jako przyzwolenie.

Powtarzalam wiec jak zdarta plyta, ze powinno byc ok i musi sprobowac, a Bi zaparla sie i dopytywala "ale co, jak bedzie?!

Bitwa na cierpliwosc i sile woli. Na szczescie cos nie pamietam co Starsza rozproszylo zanim wpadla w histerie to dziecko naprawde portafi sie samo nakrecic Kiepskie wiesci nadeszly tego dnia z pracy M.

Niestety, przeciagajaca sie pLandemia daje po dupach wszystkim, nawet miedzynarodowym korporacjom. A ze malzonek pracuje w branzy lotniczej , to wiecie Podejrzewalismy, ze to tylko kwestia czasu.

Oglaszaja masowe zwolnienia oraz przenoszenia ludzi w inne lokalizacje. Jeszcze niewiadomo kto, gdzie i kiedy, ale jest nerwowo. Martwie sie, ze M.

Floryda fajna jest, pewnie w Alabamie nigdy nie bylam, choc kojarzy mi sie z kompletna prowincja, odludziem i lesnymi mokradlami , ale na wakacje, albo emeryture.

Poki co, tutaj na polnocy mieszka mi sie fajnie i nie chce tego zmieniac. Mam blisko nad ocean, ale zima rownie bliziutko na narty.

No i nie wyobrazam sobie przewrocenia swojego, a zwlaszcza Potworkow zycia do gory nogami, przeprowadzajac sie do kompletnie innego Stanu i urzadzania sobie zycia od nowa Wiem, ludzie przenosza sie do innych krajow, czy nawet na inne kontynenty.

Przerabialam to przeciez sama, ale mloda wtedy bylam, bez zobowiazan i zadna przygody. Teraz czuje, ze wroslam tu, gdzie jestem.

Nie mowiac juz o tym, ze w nowym domu mieszkamy 2. Coz, mam nadzieje, ze martwie sie na zapas i niepotrzebnie analizuje rozne scenariusze, ale tak juz mam Wtorek minal spokojnie, z normalna "czkawka" przy nauczaniu zdalnym.

Przy dwojce Mlodziezy to ja niestety musialam pilnowac grafiku i zaganiac do komputerow o okreslonej porze. A Potwory szly mniej lub bardziej chetnie, ale dosc czesto szczegolnie Bi z fochem i przeciagajac ile sie da.

Ciesze sie jednak, ze nadchodzacy weekend jest dla Potworkow dlugi. Nie dosc, ze poniedzialek maja wolny z racji zydowskiego swieta Yom Kippur, to wydzial oswiaty w moim miasteczku dodal jeszcze piatek, na szkolenie nauczycieli.

Potworki beda wiec mialy 4-dniowa labe, poza sobotnia Polska Szkola. Ja mniej, bo w poniedzialek czeka mnie ciezka telekonferencja, podczas ktorej wiem juz, ze bede musiala bronic swojej racji, czego strasznie nie lubie.

Jestem raczej ugodowa i wole ustapic, tym razem jednak czuje, ze musze przynajmniej wyrazic swoje zdanie. Czy kogos przekonam, czy nie, decyzja bedzie nalezec do szefostwa, ale po prostu musze sprobowac, nienawidze bowiem bezsensu i poprawiania na sile czegos, co poprawek kompletnie nie wymaga.

A niestety, wspolpracuje z nami firma konsultancka, ktora mam wrazenie, ze czepia sie wszystkiego tylko po to, zeby pokazac, jacy sa wazni i potrzebni.

We wtorek po poludniu, Bi miala kolejny trening pilki noznej. Tym razem bylam mniej zestresowana niz poprzednio, wiec mialam mozliwosc dokladniej poobserwowac wyczyny dziewczyn.

Niestety, widze skad wziela sie sobotnia przegrana. To baaardzo slabiutka druzyna Dziewczyny to jeden chaos. Tak jak chlopcy, biegaja gromada za pilka, ale ta, ktora cudem ja dorwie, najczesciej sie o nia potyka, podania sa czysto przypadkowe, a jesli juz sie zdarza, to pilka odbija sie od nog odbierajacej i pozniej to juz przypadek, w rece nogi ktorej "druzyny" wpadnie dziewczyny graly na probe, podzielone na dwa zespoly.

W dodatku niektore z tych dziewczyn sa dla mnie jakies "dzikie". Nie wiem gdzie byli ich rodzice, bo Bi za takie zachowanie dostalaby zdrowy ochrzan.

Popatrzcie na te zdjecie:. Nie wiem, czy na zdjeciu to widac, wiec objasnie. Dziewczyny probowaly strzelic gola. Bramkarz dziewczynka w czarnym, siedzaca na ziemi zlapala pilke.

Na to panna po jej prawej, z ciemnymi wlosami, zakleszczyla pilke nogami, probujac wyrwac ja tamtej z rak.

Do szarpaniny dolaczyla blondynka po lewej to nie Bi, Bi stoi za nia , ktora zaparla sie o slupek bramki i noga wywazyla pilke z rak dziewczynki w czarnym stroju.

A trenerki albo nie zauwazyly, albo to zignorowaly, zamiast ochrzanic smarkule. Pogoda ocipiala i nie moze sie zdecydowac czy chce przejsc w jesien, czy zostac przy lecie.

Juz noc z wtorku na srode byla cieplejsza, bo slupek rteci zatrzymal sie na 12 kreskach zamiast w niedziele i poniedzialek mielismy ostrzezenie przed przymrozkami!

Jak jeszcze dzien wczesniej narzekalam, ze mi zimno, tak w srode okazalo sie, ze "odwyklam" od letnich temperatur i bylo mi goraco i duszno.

Caly czas mialam wrazenie jakbym miala stan podgoraczkowy. Nie dogodzisz. Sroda uplynela pod znakiem przegladaniem tabeli z pracy oraz "problemami" technicznymi Nika.

Kolejny raz przyszedl poskarzyc sie, ze nie moze wejsc na meeting, a kiedy sprawdzilam, okazalo sie, ze dzieci uczace sie tego dnia z domu, maja sie o tej porze nie laczyc, tylko zamiast tego poczytac ksiazke.

Ale kto by tam odczytywal wiadomosci od nauczycielki. Po poludniu Potworki mialy trening na basenie. Surely, the mighty mastodon must have a name befitting its humongous size and razor-sharp tusks.

But what do masto- and -don mean, exactly? Massive and daunting? A partridge is an unremarkable game bird or a living gift that sits in a pear tree, right?

When you imagine someone who is forlorn, you probably picture a person who is sad and dejected, abandoned by friends.

The older version of this word, however, had a much deeper meaning. You were more than just sad; you were doomed. While testicles usually only come in twos, the tendency to name things after them seems endless.

He was talking about female prostitutes. By the s, music reviewer Dave Marsh discussed a band called? The word porcellana comes from the Italian word porcella , which is a young sow.

This flavorful tomato and anchovy dish is popular from Naples to Los Angeles. There are a couple of theories as to why.

BY Michele Debczak. Subscribe to our Newsletter! BY Smart Shopping Team. Amazon Gadgets Amazon. BY Melissa Sandoval.

Bedzie - "będzie" auf Deutsch

Die Philosophie des Rhythmus wäre dann eine Verschwendung von Zeit. Beispiele, die erwartet enthalten, ansehen 5 Beispiele mit Übereinstimmungen. Mein Suchverlauf Meine Favoriten. Italienisch Wörterbücher. Wenn du nicht zahlst, dann ritze ich dich in der Hüfte ein.

3 thoughts on “Bedzie

  1. Ich entschuldige mich, aber meiner Meinung nach lassen Sie den Fehler zu. Schreiben Sie mir in PM, wir werden reden.

Leave a Comment

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht. Erforderliche Felder sind markiert *